Claudio Caniggia: Messi nie będzie lepszy od Maradony, nawet jeśli wygra mundial

Łukasz Lewtak

25 kwietnia 2018, 09:23

AS

81 komentarzy

Były argentyński napastnik River Plate, Boca Juniors, Romy i Benfiki Claudio Paul Caniggia powiedział, że jego zdaniem Diego Maradona i Pelé byli lepszymi piłkarzami od Leo Messiego i crack Barçy nie wyprzedzi ich, nawet jeśli zdobędzie mistrzostwo świata.

- Porównanie nie jest trudne. Jeśli Messi wygra mundial, wszystko będzie zależało od sposobu, w jaki to zrobi. Jeśli będzie tak ważną postacią jak Diego w Meksyku w 1986 roku, wielu będzie myślało, że może mu dorównać, ale nie będzie od niego lepszy. Maradona to najbardziej niewiarygodny piłkarz, jakiego widziałem. Był nadwyczajnym zawodnikiem.

- Messi jest bardziej stabilny w niektórych aspektach, ale nikt nie robił tego co Maradona. Dorównuje mu jedynie Pelé. Nie widziałem jego gry, ale tak mówią. To dwaj najbardziej niezwykli piłkarze, jakich dał nam futbol.

- Moim zdaniem nie ma drugiego takiego piłkarza jak Maradona. Taki zawodnik nie istnieje i jeszcze się nie urodził. Messi jest crackiem, jest fenomenalny, ale moim zdaniem jeszcze nie urodził się nikt taki jak Maradona.

- Ostatecznie zależymy od Messiego i być może jeszcze jakiegoś piłkarza. Inni zawodnicy powinni się pokazać. Nasza reprezentacja i tak ma kredyt zaufania, to Argentyna i inni nas szanują, ale pozostawiamy wątpliwości. Bardzo zależymy od jednego piłkarza, a tak nie powinno być. Musimy mieć inne możliwości.

- Mam pewne wątpliwości co do Sampaolego. Nie chcę powiedzieć, że nie zasłużył na objęcie posady selekcjonera reprezentacji Argentyny, ale moim zdaniem byli lepsi kandydaci, którzy jednak nie chcieli przyjść z różnych powodów. Jest wiele do poprawy. Sampaoli musi znaleźć inne warianty. Do mundialu pozostało niewiele czasu, a na boisku mamy jeszcze cztery lub pięć pozycji do obsadzenia. Nie wiem, czy będzie grał tak, czy inaczej, i to najbardziej mnie martwi.

Przypomnijmy, że Caniggia występował razem z Diego Armando Maradoną na mistrzostwach świata we Włoszech w 1990 roku i w Stanach Zjednoczonych cztery lata później.

Fot. Nazionale Calcio / CC BY 2.0

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jest różnica pomiędzy piłkarzem najlepszym/jednym z najlepszych (co kto woli), a piłkarzem najbardziej wpływowym. Ci drudzy zawsze będą mieć inne (nie chcę teraz wartościować lepsze czy gorsze) miejsce w historii piłki, swoich reprezentacji i tak naprawdę kraju. Bez mistrzostwa świata Messi nigdy nie będzie wymieniany jednym tchem obok Pele i Maradony. Cristiano zresztą też nie. Bardziej współczesne przykłady uwzględniają Ronaldo i Zidane'a, którzy listę sukcesów klubowych podbili byciem absolutnymi liderami swych zwycięskich reprezentacji. Ronaldo: mistrz Copa America 1997 i 1999 z trafieniami w finałach oraz tytułami współkróla i wicekróla strzelców z 5 golami, mundial 2002 + srebro Igrzysk 1996, których był supergwiazdą; ZZ: pakiet mistrzostwo Europy i świata. Ważna różnica pomiędzy Zidane'em, a np. Kroosem, który dla Niemiec był tylko jednym z dobrych graczy mistrzowskiej ekipy robiącym swoją robotę, a większy splendor za turniej zgarnął od niego bramkarz. Zidane w '98 i '00 był Francji lokomotywą.

Można powiedzieć, że trzy przegrane finały Argentyny z Messim były bardziej porażkami Messiego niż Argentyny. Tyle się mówiło i mówi o zmarnowanych okazjach Higuaina, memicznego piłkarza marnującego wysiłek Leo i kolegów w najważniejszych momentach. Tylko, że Higuain te stuprocentowe okazje w finałach miał. Ile miał ich Messi?

Osobna kwestia to "windowanie" pozycji Messiego w piłce przez deprecjonowanie osiągnięć Maradony. Jego mistrzostwo i puchar Włoch z Napoli w 1987 to odpowiednik wygrania Le Mans podrasowanym w szopie Maluchem. Zdobycie drugiego tytułu trzy lata później też ma swój wymiar. Tym większy dla każdego, kto zna społeczno-ekonomiczny krajobraz Włoch, trochę historii tego kraju i wynikające z tego znaczenie, jakie te tytuły (włączając Puchar UEFA 1989, trofeum o nieporównanie większej randze niż dziś, jedyne europejskie berło w historii Napoli) miały poza boiskiem. W Neapolu Maradona nie miał wkoło reprezentantów San Marino, ale jego rola w dublecie 1987 była fundamentalna. I to przy takich konkurentach, jak potężne Juve, mocny Inter, no i mityczny Milan Sacchiego sięgający w latach 1989-1990 dwukrotnie po Puchar Europy.
Maradonę-piłkarza na pewno pamiętano by lepiej, zwłaszcza tutaj, gdyby jego kariera w Barcelonie trwała dłużej. W jeden rok stał się sensacją ligi i od pobytu w Barcelonie zaczął się szczyt jego kariery zwieńczony triumfem na MŚ. Nie należy zapominać, że Maradona odszedł z klubu wyłącznie z powodu kolosalnej bójki, w jaką wdał się kopany i poniżany cały mecz finału Pucharu Króla 1984 przez "rzeźnikÓW" z Bilbao, który Barca przegrała 0-1 dominując całe spotkanie. Po meczu Maradona uderzył jednego z rywali łokciem, drugiemu przyłożył z byka, trzeciego kopnął w głowę zabierając mu przytomność i atakując każdego w koszulce Bilbao, kto mu się nawinął, co można obejrzeć na archiwach z youtube'a, niestety bez trwającym 90 minut polowaniu na Maradonę w trakcie meczu. Szalony Diego, walczący o swoje nawet kolanem. Messi ma kompletnie inne podejście do gry i może to decyduje o tym, jak wygląda jego kariera z kadrą i jak odbierana jest przez dużą część anglojęzycznych publicystów i wielu ludzi w Argentynie jego cicha nieobecność w - oraz po - przegranych finałach.

Bronienie Messiego za cenę utrzymania powagi dyskusji zawsze jest ciekawym zjawiskiem, ale nie zmienia faktu, że jeśli nie wygra mundialu, jego pozycja w historii piłki pozostanie bardziej lokalna nie tylko wobec Pele i Maradony, ale także w porównaniu do Garrinchy, Jaszyna, Zoffa, Puskasa, Beckenbauera, Cruyffa, Eusebio, Gerda Müllera, Matthäusa, Dungi, Cafu, Cannavaro, Zidane'a, Henry'ego, Xaviego, Iniesty i Luisa Suareza, którzy poza trofeami klubowymi prowadzili swoje kadry do ich historycznych sukcesów jako pierwszoplanowe postaci decydujących momentów. Ponieważ bez nich ich kraje nigdy nie zaszły w MŚ wyżej (wyjątek: Urugwaj 1950 i 2010, ale nie wzbudzę sensacji stwierdzeniem, że półfinał 2010 był zaskoczeniem i sukcesem samym w sobie), stąd obecność Węgra, Holendra i "Perły z Mozambiku", a każda z drużyn, jakim przewodzili, ma w historii piłki inne miejsce niż Argentyna 2014.

Jedyny przychodzący na myśl inny piłkarz podobnego kalibru, co Messi, równie niespełniony na arenie reprezentacyjnej, też był Argentyńczykiem i też grał w Hiszpanii. Nazywał się Alfredo di Stefano. Z tą różnicą, że z sześcioma golami w 6 meczach zdobył dla Argentyny Copa America. Jedyny turniej, w jakim wystąpił dla argentyńskiej kadry przed przyjęciem hiszpańskiego obywatelstwa.

@challenger: Claudio Caniggia: "Messi jest bardziej stabilny w niektórych aspektach, ale nikt nie robił tego co Maradona. Dorównuje mu jedynie Pelé. NIE WIDZIAŁEM JEGO GRY, ALE TAK MÓWIĄ".

Widzę że kolega @challenger nie oglądał chyba MŚ w 98 roku, skoro pisze że Zidane był w 98 roku "lokomotywą", ale że "TAK MÓWIĄ", to tak jak Claudio Caniggia uwierzył na słowo, wbił sobie do głowy i się mądrzy. Cytuję więc Krzysztofa Stanowskiego odnośnie tego jak było naprawdę:

-------------------------------------------------

>

Tyle odnośnie "wielkiego Yazida" w 98 roku. Po tym w sumie powinienem przestać czytać, ale że jestem wytrwałym czytelnikiem, to się odniosę i do reszty (między innymi do porównań czasów obecnych do tych w których grali Pele i Maradona, w których to piłkarze mogli sobie w przerwie meczu w szatni kopcić papierosy, a potem wchodzili na boisko i byli najlepsi na boisku; przy obecnym futbolu niestety nie byłoby to już możliwe, byliby z dużym prawdopodobieństwem najgorsi na placu). ZNAK CZASÓW!

Dyskusje o tym, kto jest najlepszym piłkarzem wszechczasów toczą się i będą się toczyły jeszcze bardzo długo. Nic bowiem dziwnego - wybór np. między Messim a Pele to wybór jak między pomidorem a ogórkiem. Najbardziej jednak idiotycznym z argumentów, a wyjątkowo często spotykanym, z którym bardzo zresztą łatwo się rozprawić, a jest to argument rozpowszechniany przez różnej maści (nie lubię tego określenia, ale tutaj pasuje jak ulał) "Januszy Futbolu" (pseudospecjalistów) jest koronna teza pt. "Messi nie należy do najlepszych zawodników wszechczasów, ponieważ nie jest mistrzem świata!". Teza wydaje mi się absurdalna, zaraz wyjaśnię dlaczego, co nie dziwi, bo często tego typu opinie wyrażają ci sami ludzie, którzy uważają na przykład, że Busquets nie jest Barcelonie do niczego potrzebny i nie ma żadnego istotnego wpływu na grę (chyba że wpływ ujemny, negatywny), bo jest "drewnem" i "mógłby na jego miejscu być równie dobrze każdy inny piłkarz". Taką oto opinię przeczytałem kiedyś na portalu Weszło! w komentarzach, a jak powiedział kiedyś Stanisław Lem: "Dopóki nie zajrzałem do internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest aż tylu idiotów". Ale rozprawmy się z tym argumentem w bardzo prosty i dość nawet zabawny sposób. Załóżmy, że Messi albo CR7 rodzą się w San Marino i grają dla tamtejszej "reprezentacji narodowej" (z całym dla niej szacunkiem, ale celowo wzięte w cudzysłów...). Załóżmy, że obaj wygraliby wszystko co do wygrania na arenie klubowej, która od wielu, wielu lat stawiałaby dużo większe wymagania niż piłka reprezentacyjna (o tym zaraz). Załóżmy, że biliby rekord za rekordem, wyprzedzaliby o lata świetlne innych zawodników, zgarniali wszystkie możliwe trofea w piłce klubowej oraz nagrody indywidualne... No ale, niestety, urodziliby się w San Marino i graliby z takimi tuzami jak Andy Selva, Manuel Marani, czy Nicola Albani... Nie znacie tych kopaczy? Spokojnie, ja też nie. To najlepsi strzelcy w historii reprezentacji San Marino. Jak nie trudno zgadnąć, pochodzący z San Marino CR7 lub Messi nigdy nie mogliby nawet pomarzyć o OBECNYCH wynikach w reprezentacji, nie mówiąc już o wygraniu jakiegokolwiek prestiżowego turnieju. Czy to by sprawiało, że nie mogliby być uważani za najlepszych zawodników wszechczasów?... Piłkarze reprezentacji Grecji osiągnęli więcej niż Johan Cruyff kiedykolwiek na Mistrzostwach Europy - czy są bardziej wybitnymi zawodnikami? Pytanie retoryczne. Czy Zidane był wybitniejszy niż Messi, bo wygrał ME (no Messi, niestety, nie miał jak) i MŚ? Nie uważam. Czy Iniesta był wybitniejszy niż Zidane, bo wygrał jeszcze więcej w reprezentacji (w klubie również) niż właśnie Francuz, mając co najmniej taki sam wpływ na grę swojej drużyny? Można by pewnie o tym bez końca dyskutować i zależy kto na tak sformułowane pytanie odpowiada... Cruyff, Eusebio, George Best, Ferenc Puskás, Paolo Maldini nigdy nie byli mistrzami świata. Czy nie należą do najwybitniejszych graczy na swoich pozycjach w historii? Koniec tematu? Równie dobrze można powiedzieć, że gdyby Messi zdecydował się na grę w reprezentacji Hiszpanii (wychowywał się przecież w szkółce Barcelony) to wygrałby dwa Mistrzostwa Europy i raz MŚ. Czy to by zmieniało cokolwiek odnośnie jego wielkości, wybitności? Pomijając już absurd przy pytaniach tego typu (dwie inne pozycje) to czy Iniesta który wygrał wszystko co jest do wygrania na polu reprezentacji narodowej był z tego powodu bardziej wybitny niż Messi? Bądźmy poważni...

Okej, Portugalia czy Argentyna to nie San Marino. Jest tam niby "z kim grać"... Niestety często tylko pozornie. O problemach reprezentacji Argentyny można by długo mówić, więc może przy innej okazji. Teraz co do porównania poziomu piłki klubowej i reprezentacyjnej... Otóż: piłka drużyn danych krajów coraz bardziej staje się futbolem, do którego pasuje skądinąd całkiem adekwatna łatka pt. "wirus FIFA", oczywiście związana generalnie z czym innym, bo z przemęczonymi i kontuzjowanymi podczas meczów zawodnikami (potem ma to wpływ także na poziom samych mistrzostw Europy czy Świata, bo piłkarze są na nich nierzadko wyczerpani ponad stan). Imprezy te przyciągają dalej olbrzymie rzesze fanów, jednak coraz bardziej są to nieprzebrane tłumy "kibiców od święta" (a może zawsze tak było, tylko tego aż tak nie dostrzegałem lub nie w takiej liczbie jak teraz?), którzy dają się ponieść zbiorowej histerii i medialnej wrzawie, niż ludzie oglądający mecze i interesujący się piłką na co dzień. Przy czym od razu zaznaczam, że nie dzielę kibiców na "lepszy i gorszy sort" (jakże modny temat!), tylko konstatuję to co mnie coraz bardziej kłuje w oczy. Sam nie mam z tym żadnego problemu, to znaczy z nowymi "fanami futbolu", tak jak i z nowymi "fanami Barcelony". Czasami to bywa trochę irytujące, ale mimo wszystko bardzo pozytywne. Szczególnie nowi fani Barcelony... Prymat i wyższość piłki klubowej nad piłką reprezentacyjną jest dla mnie jednak obecnie niepodważalny. Mecze, które można sobie jedynie wyobrazić i "włączyć w Fifie", np. Barça kontra Hiszpania, Bayern kontra Niemcy, Real kontra Włochy, miałyby tylko jednego faworyta. Liga Mistrzów jest już od wielu lat na wiele wyższym poziomie niż każdy turniej z udziałem reprezentacji narodowych. Obecna Liga Mistrzów była momentami najsłabsza od lat, a i tak na dużo wyższym poziomie niż każda tego typu impreza z dowolną kadrą piłkarską Europy czy Świata. W moim przekonaniu żadna drużyna poza Hiszpanią od lat nawet nie zbliżyła się do najlepszych klubów europejskich. W reprezentacji Niemiec największe wrażenie robił mimo wszystko Manuel Neuer (co nie znaczy, że jako jedyny grał świetnie), Argentynę ciągnęła za to głównie żelazna obrona i... Messi. Nikt z żadnej kadry narodowej poza Hiszpanią nie grał jednak wielkiej i porywającej (tu się można spierać, bo wielu tiki-taka nudzi) piłki w ostatnich latach. Nie ma już takich ekip jak wielka Brazylia z Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho lub Francja z m.in. Zidane’m (ta z 1998 roku też IMHO mocno przeceniana, ale to pole do kolejnej dyskusji, której się teraz nie podejmę, a i tak była to chyba drużyna wyprzedzająca o klasę najlepsze reprezentacje na Euro 2016). Krótko mówiąc: kiedyś dużo więcej w rzeczywistości znaczyły i większą miarę należałoby przykładać do trofeów zdobywanych na Mistrzostwach Europy czy Świata. Obecnie to się zmieniło (obiektywnie jeśli chodzi o poziom) i króluje futbol klubowy. Arsene Wenger, trener Arsenalu, już w 2007 roku mówił w wywiadzie: "Jeśli odłożyć na bok narodową dumę, trzeba przyjąć, że mecze międzypaństwowe są zupełnie nieinteresujące. Futbol w wydaniu reprezentacji narodowych staje się nudny, trzeba się z tym pogodzić. Według mnie są dwa powody tego stanu rzeczy. Klubowy futbol idzie naprzód, a reprezentacyjny się cofa".

Darujmy już sobie więc ten idiotyczny argument o tym, że Messi nie należy do najlepszych w historii futbolu, bo jest niespełniony jeśli chodzi o reprezentację. Futbol to sport zespołowy a nie indywidualny. A Messi i CR7 należą już teraz do najlepszych w historii tego sportu. Koniec, kropka.

@challenger: tu ten cytat Stanowskiego odnosnie Zidane'a, bo zniklo:

„Ale Zidane wygrywał trofea w pojedynkę”. No przepraszam bardzo, ale muszę to napisać – w 1998 roku, o czym najczęściej się wspomina, to zesrał się, a nie wygrał cokolwiek w pojedynkę.

Pierwszy mecz (faza grupowa): 3:0 z RPA. Zidane nic nadzwyczajnego nie gra. Nie strzela gola. Za to po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dugarry zdobywa bramkę głową. Ale jakoś mnie nigdy nie jarało, kto akurat wrzucił piłkę z rzutu rożnego, może wy macie inaczej. W każdym razie – mecz bez większej historii.

Drugi mecz: łatwe 4:0 z Arabią Saudyjską. Zidane bez gola i asysty. W dodatku w 71. minucie za chamskie zachowanie dostaje zasłużoną czerwoną kartkę.

Trzeci mecz: 2:1 z Danią, Zidane nie gra.

Czwarty mecz: 1:0 z Paragwajem, po dogrywce i bramce Blanca w 114. minucie. Zidane nie gra.

Piąty mecz: 0:0 z Włochami, więc jak się łatwo domyślić Zidane bez gola i bez asysty. Awans po karnych.

Szósty mecz (półfinał): 2:1 z Chorwacją. Dwa razy na połowie przeciwnika piłkę Chorwatom odbiera Lilian Thuram i strzela dwa gole. Zostaje wielkim bohaterem. Zidane niewidoczny.

Siódmy mecz (finał): 3:0 z Brazylią. Po dwóch dośrodkowaniach z rzutów rożnych Zidane strzela dwa razy głową. Trzeciego gola dorzuca Petit.

Pamiętam tamte mistrzostwa całkiem dobrze. Jeśli ktoś twierdzi, że dla Zidane’a był to dobry turniej, to pamięta tylko ostatni mecz. Prawda jest taka, że drużyna dociągnęła „Zizou” do finału, bo wcześniej był on z lekka bezużyteczny. Tamtego dnia, w starciu przeciwko Brazylii, moim zdaniem miał… niesamowitego farta. Tak bowiem postrzegam dwa strzały głową po dwóch rzutach rożnych akurat przez Zidane’a, który przez całą karierę bardzo rzadko kończył takie wrzutki w taki sposób. To raczej było coś typowego dla Ramosa, Godina czy… Kamila Glika, ale nie dla „Zizou”. A jeśli coś zdarza się raz w karierze, to akurat ja – fan powtarzalności – dostrzegam w tym ogromny element przypadku, jakże w piłce częsty.

Nie chcę podważać udziału Zidane’a w zdobyciu przez Francję złota, bo przecież był bohaterem finału. Podważam jedynie tezę, że był to piłkarz, który ciągnął całe drużyny. Nie, był to taki piłkarz, jak wszyscy z wielkich: czasami ciągnął, a czasami potrzebował, aby to jego pociągnięto. Zdarzało się, że pomagał kolegom, a zdarzało się, że koledzy jemu. Ale często – ani on nie był w stanie pomóc, ani jemu się nie dało pomóc i drużyna notowała porażki. Moim zdaniem lepiej niż w 1998 grał na mistrzostwach w 2006, chociaż ani w 1998, ani w 2006 nie był najlepszym piłkarzem Francji. Zresztą, 2006 skończył blamażem, czerwoną kartką w finale za uderzenie przeciwnika.

@deco10: Długi wywód, momentami ciekawy. Finały to jak mawiają w NBA "money time", najważniejszy moment największych sportowców. Jak Zidane w finale 1998 Messi nie zagrał - choć w połowie - ani razu w swym finale z dorosłą kadrą. To ważna różnica. Można finał przegrać, ale jest równie ważne, jak. Messi z finałów argentyńskich nie ma nic wspólnego z jednym z najlepszych piłkarzy świata z Klasyku 2007, finałów Ligi Mistrzów w 2009, 2011, 1/16 Pucharu Króla z Atleti (owacja od Calderón), półfinału z Bayernem 2015 i nieskończonej liczby innych ważnych meczów dla klubu. Dlatego to, jak przegrał zwłaszcza finał Mundialu decyduje o tym, że póki go wreszcie nie wygra - nigdy nie będzie postrzegany na równi z Pele czy Maradoną.
Swoją drogą, to paradoks, że w erze tak wysokiego poziomu Ligi Mistrzów i systematycznego spadania znaczenia piłki reprezentacyjnej, wygranie/niewygranie mundialu wciąż odgrywa tak wielką rolę w tworzeniu legendy poszczególnych piłkarzy, ale tak już jest.

Fajna lista o roli Zidane'a na mundialu. Gdzie taka z EURO? Reżyser gry cały turniej, lider w każdym znaczeniu tego słowa, najlepszy zawodnik turnieju. Nawet jeśli uznać, że na MŚ powieźli go inni - choć ja tak nie uważam - to Euro 2000 było turniejem Zidane'a. Którego rolę w mundialu mimo dużych chęci trudno nazwać marginalną :)
Turnieju Messiego nie było nawet na Copa Centenario, gdzie wakacyjną atmosferę i składy większości drużyn jeden z brytyjskich publicystów skwitował mianem turnieju "zorganizowanego dla wygrania go przez Messiego". Skończyło się jak się skończyło. Tim Vickery napisał kiedyś, że to kwestia szczęścia, że Messi ustępuje Maradonie w departamencie osiągnięć na mundialu. Moim zdaniem to nie tylko kwestia szczęścia, ale też osobowości. Wspomniany wcześniej przegrany finał Pucharu Króla Maradona kończył jak wściekły pies kopiąc i bijąc każdego rywala, który się nawinął. Emocje udzieliły się widzom, po meczu w całej Hiszpanii było blisko stu rannych. Nie chcę, aby to porównanie brać dosłownie, ale temperament Leo jest inny niż Jordana, Zidane'a, Nadala, Schumachera - co w decydujących chwilach bywa dla Leo jak kotwica, czego efekty muszą wpływać na ocenę jego dziedzictwa i kariery, bo czas ocenia piłkarzy za całokształt, nigdy wybiórczo. Messi kończył przegrane finały z Argentyną ze wzrokiem wbitym w ziemię, bo może za mało zrobił, by je wygrać?

Co prawda każdy ma takie wzorce/autorytety, jakie lubi i na jakie go stać, ale zamiast Stanowskich warto czasem przeczytać opinię o Messim - zwłaszcza po jakimś rozczarowaniu z jego udziałem, których ostatnio przybywa także na poziomie klubowym, po trzech latach rozbijania się o ćwierćfinał LM - faktycznych autorytetów tej branży, jak Jonathan Wilson, Gab Marcotti, Vickery, Michael Cox, Ramon Besa, Simon Kuper, The Blizzard, kolumniści BBC, Guardiana, Sky Sports czy ESPN, a bardziej lokalnie choćby felietony Pawła Wilkowicza z okresu, gdy regularnie pisał o Lidze Mistrzów. Nie trzeba się z nimi zgadzać we wszystkim, nie stosuję i nie zachęcam, ale to opinie zwyczajnie poszerzające horyzonty. Horyzonty w hiszpańskich i polskich dużych mediach kompletnie ograniczone do dwugłosu "wielki Messi", gdy wygrana, i "zawiodła drużyna" w razie porażek.
Warto czytać, no i "dla beki" pogadać czasem z sympatykami innych klubów. Powszechna opinia o Messim w świecie piłki naprawdę jest mniej kolorowa od opinii barcelonismo. Co widać pod artykułami jak ten tylko to potwierdza.

@deco10: Czytałem z zaciekawieniem i wypowiedź Challengera i Twoją ripostę ale zmęczony długim tekstem na małym ekranie lekko się zdziwiłem na koniec kiedy przeczytałem "...czasami ciągnął, a zdarzało się, że koledzy jemu." ;)

@challenger: Copa Centenario bylo niemal w pelni turniejem Messiego - hat trick po wejsciu z lawki w FG i asysta; pozniej asysta z Boliwia o ile kojarze

W fazie pucharowej: 1 gol i 2 asysty zarowno w 1/4 jak i w 1/2 - co mogl wiecej zrobic.

Co do skladow brakowalo Neymara w Brazylii i tyle. Reszta ekip grala tym co miala najmocniejszego.

Messi w finale wywalczyl czerwona kartke rywala ii rozgral final znacznie lepszy niz ten z 2015 poza tym karnym. Kiey grasz 11 na 10 - tak dzieki Messiemu co robi Twoj kolega z druzyny (plus sedzia bo o ile kojarze dosc kontrowersyjnej). Lavezzi lamie reke w 1/2 (akurat gdy byl w formie), Di Maria znowu kontuzje (wrocil ale byl tuz po kontuzji z 2 meczu), Banega (podobnie).

Tak Messi zepsul tego karnego i mozna miec o to pretensje - jednak na turnieju zagral swietnie.

@challenger: “Bronienie Messiego za cene utrzymania powagi dyskusji” ... “jego pozycja w historii pilki noznej pozostanie bardziej lokalna” ... to nie wymaga komentarza

Pozniej wymieniasz pilkarzy ktorzy z kadra narodowa zdobyli trofea - wczesniej jednak wyeliminowales z tego grona Ronaldo. Dla przypomnienia Portugalia nigdy nie wygrala ME, wiec to mocno wpasowuje sie w Twoja dalsza argumentacje.

Urugwaj dwukrotnie byl Mistrzem Swiata i to wygrana w 1950 jest historyczna - w 2010 skonczyli bez medalu. An Jung Hwan poprowadzil Koree do 4 miejsca (oczywiscie byli sedziowie) ale Kore nigdy dalej nie dotarla. Hakan Sukur i Turcja w MS - czy to powoduje ze Sukur jest bardziej miedyznarodowy i bedzie lepiej rozpoznawany i traktowany jako wieksza legenda niz Messi? Hwan moze nie mial tyle w pilce klubowej sukcesow ALE Davor Suker i Chorwacja ale tez pilkarz Realu...

W przypadku tych wymienionych pilkarzy dlaczego Cannavaro? Wielu wloskich pilkarzy bylo MS i odnosilo sukcesy klubowe.

@challenger: Powszechnia opinia? Akurat powszechna opinia w wielu przypadkach mowi o Messim jako o najlepszym w historii, a Ty chcesz stawiac wyzej Luisa Suareza... z calym szacunkiem do Luisa.

Argumenty Caniggi ktory mowi o Pele a pozniej dodaje ze nawet nie wie jak gral... przeciez to zenada nie argument

Caniggia gral razem z Maradona wiec tez jego obiektywnosc pozostaje wiele do zyczenia.

« Powrót do wszystkich komentarzy