Następny mecz:  Barcelona  -  Boca Juniors     ·  Dziś o 18:15  ·  Finał Puchar Gampera FCBarcelona.com   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Xavi Hernández żegna Andrésa Iniestę listem otwartym

 20 maja 2018, 19:07

 Julia Cicha

Źródło: El Periódico

 17 komentarzy

Xavi Hernández żegna Andrésa Iniestę listem otwartym opublikowanym przez hiszpańskie media. Zapraszamy do zapoznania się z jego treścią.

Wciąż pamiętam pierwszy raz, gdy zobaczyłem grę Andrésa. Ja byłem w juvenilu, a on był w infantilu. Ktoś z klubu powiedział mi: „Xavi, w niższej drużynie jest chłopiec, który będzie kiedyś świetny. Mówią, że jest niesamowity! Jest on i Troiteiro, który będzie jak Mario Rosas. Andrés przypomina mi ciebie”. Jednak kiedy zobaczyłem jego grę, pomyślałem: „no jak to! On wcale mnie nie przypomina! Jest inny!”. Lepiej wyprowadzał piłkę, dryblował, schodził do skrzydła… Różnił się ode mnie, bo ja grałem na pozycji „czwórki”, jak w przeszłości Pep lub teraz Busi. Andrés z kolei mógł grać jako „4”, „8”, „6”, a nawet na skrzydle.

Już w dzieciństwie wyglądał jak profesor z powodu sposobu, w jaki ustawiał się, przyjmując piłkę. Używał do gry obu nóg. Teraz wydaje się to niemal normalne, ale wtedy było rewolucyjne. Kontrolował piłkę prawą nogą, a zagrywał lewą. Najbardziej zaskakiwało ustawienie przez niego piłki z użyciem ciała, niemal nie musiał jej dotykać.

Oglądało się jego grę i był to spektakl. To, o czym myślało się poza boiskiem, on robił na murawie. Wydawało się, że słyszał twoje myśli. Wszystko wychodziło mu tak naturalnie, jakby zupełnie o tym nie myślał. Grał zespołowo, z głową do góry, nie tracił piłek… My przez lata pracowaliśmy nad tym z Joanem Vilą, a on miał to w sobie od początku. „Cholera, jest od nas cztery lata młodszy, on ma to we krwi”.

Andrés jest dla mnie najbardziej utalentowanym hiszpańskim piłkarzem, jakiego widziałem… Ma niesamowity talent. Jako osoba jest godny podziwu w każdym tego słowa znaczeniu. Daje przykład, jest altruistyczny, empatyczny, zespołowy, głodny zwycięstw, na boisku zachowuje się jak lider, zawsze chce piłkę… Wiecie, co to znaczy? Niektórzy w ogóle nie chcą piłki, bo to pułapka, a on zawsze o nią prosi. Kiedy inni myślą: „ojej, nie, nie podawaj do mnie, teraz nie”, Andrés mówi „dalej, daj mi ją, no już, daj mi ją proszę”.

Andrés jest błogosławieństwem dla wszystkich. Ma osobowość, jest prawdziwym liderem. Cichym, ale autentycznym. Ja przez całe życie podawałem piłkę i potrzebowałem takich graczy jak Andrés, Leo czy Busi… Byliście moimi najlepszymi współpracownikami. Oni zawsze odpowiednio wyprowadzali piłkę, nieważne, jak źle wszystko wyglądało. Nie wiem jak, ale Andrés zawsze pojawiał się w odpowiednim momencie. „Zobacz, jestem tu!”. Nie mówił do mnie, nie musieliśmy tego robić, mimo że graliśmy razem przez ponad 10 lat. Rozumieliśmy się bez słów. Jego język ciała był najlepszym sposobem komunikacji.

To prawda, że Andrés wyszedł poza reguły gry. Czasem w trakcie meczu patrzyliśmy na niego i mówiliśmy: „ale co on do diabła zrobił? Jak z tego wyszedł? To przecież niemożliwe!”. Wydawało się, że dla niego nie było nic niemożliwego. Drybling, ostatnie podanie, przyspieszenie, mur, równowaga. Był szczęśliwy w środku pola i na skrzydle. Profesor, prawdziwy profesor.

Ludzie myśleli, że Andrés nie był silny fizycznie. „Przecież jesteś słaby i wątły!”. Słaby? Nie ma mowy. Kiedy zastawi się ciałem, nie da się odebrać mu piłki. Jest naprawdę silny, spójrzcie na liczbę rozegranych przez niego spotkań. Nawet w tym zawsze był przykładem do naśladowania.

Mentalność zawsze jest kluczowa. On był silny szczególnie w momentach, o których wiele osób nie wie. Było mu ciężko, bo mieszkał daleko od rodziny, ale teraz na pewno powie, że poświęcenie opłaciło mu się. Jednak kto wiedział, że tak to się skończy? Kto mógł to zagwarantować? Nikt. To tak trudne, skomplikowane i długie… Normalne byłoby nie przyjść do Barcelony, ale jego silna mentalność sprawiła, że dotarł aż tutaj.

Andrés ma anioła stróża. Nie pytajcie czemu, ale go ma. Jest jak Iker Casillas. Inni go nie mają, a oni tak. W odpowiednim momencie wyciągają z rękawa podanie, paradę, gola… Przeżyliśmy to z Andrésem w Barcelonie i w reprezentacji. Na Stamford Bridge, w Johannesburgu, nawet w meczu infantilu, kiedy poszedłem oglądać go z Pepem. Zobaczcie, co wydarzyło się na mundialu. Jeśli macie czas i chęci, obejrzyjcie mecz z Holandią. Nie mówię tylko o bramce. Jeśli obejrzycie spotkanie, zobaczycie, co Andrés zrobił naprawdę. Dlaczego trafił do siatki? Bo to musiał być on. Nie mógł to być nikt inny. Kto? Ktoś z aniołem stróżem. Andrés. Człowiek honorowy i pracowity.

Pamiętam, że mówiono, że nie możemy grać razem… Wiadomo, to Barcelona! Klub pełen dyskusji. Nie podobało mi się to, bo potrzebowałem przy sobie osób, które współpracują. Lepiej rozumiem się z technicznymi, a nie fizycznymi graczami. Oczywiście, że piłkarze silni fizycznie są ważni, ale spójrzcie na Andrésa, Leo i Busiego… Wkurzały mnie głosy mówiące, że Barça potrzebowała mięśni. Najważniejszym mięśniem w piłce nożnej jest mózg, jak to mówił Cruyff. To prawda, że obaj cierpieliśmy w ciszy.

Obaj jesteśmy cisi, dlatego dobrze się rozumiemy. Jestem jak on. Wolę milczeć i robić swoje na boisku. „Przychodzi trzech nowych graczy, bardzo dobrze… To świetnie! Będę rywalizować z nimi, nawet jeśli kosztowali 250 milionów peset! Pokażę, że mogę być piłkarzem Barçy!”. Taką mentalność miał w przeszłości Andrés, tak samo Busi, kiedy przychodził np. Yaya Touré. Kto tak nie myśli, nie utrzyma się.

Istnieją dwa wyjścia: walka, którą wybraliśmy, lub depresja i myślenie, że nie ma wyjścia z sytuacji. Pamiętam, co wydarzyło się tuż przed mistrzostwami świata w RPA. Trenowaliśmy, gdy nagle usłyszałem Puyola krzyczącego „nieeeeeee…!”. Nie wiedziałem, co się stało, ale zobaczyłem, że zszedł z boiska załamany, zapłakany… Jeszcze nie wyszedł z jednej kontuzji, a już złapał kolejną. Pojawiły się wątpliwości, czy zdąży na mundial, ale właśnie dzięki mentalności udało mu się to.

Nie zapomnę rozmowy w szatni po finale Superpucharu wygranym po golu Pedro. „Andrés, potrzebowaliśmy cię. Jesteś bardzo, bardzo, bardzo ważny… Nie może tak dalej być. Barça nie może pozwolić, żebyś nie grał. Naprawdę cię potrzebujemy. Jesteś inny. Kiedy cię nie ma, maszyno, jest nam dwa razy trudniej. Uwierz w to, Andrés, uwierz, bo my w to wierzymy. Potrzebujemy cię!”. Nie jestem zbyt wylewny, ale wszyscy widzieliśmy, że Andrés miał pewnego rodzaju kryzys egzystencjalny, bo w tamtym czasie wydarzyło się wiele złych rzeczy.

Z pomocą rodziny odwrócił swoją sytuację dzięki niewiarygodnej mentalności. Czasem wydaje mi się, że nie mogę opisać słowami, jakim piłkarzem jest Andrés. Wszystko jest dla niego tak łatwe, że wydaje się, że każdy może to zrobić. Kłamstwo! Nikt nie zrobi tego tak jak on. Iniesta zmienia się na boisku, pokazuje swoją prawdziwą osobowość. To jego naturalne środowisko. Jeśli nie ma piłki, nie jest szczęśliwy.

Nie pamiętam ważnego meczu, w którym by nie zabłysnął. Nie pamiętam, bo takiego nie ma. Andrés zawsze jest. Nigdy też nie widziałem, by krzyczał. Nigdy. Kiedy narzekał, robił to z szacunkiem, z użyciem argumentów, nie krzyku. Nawet w tym jest przykładem do naśladowania. Zawsze stawiał drużynę przed samym sobą, a to niełatwe, bo każdy ma swoje ego.

Pamiętam Ligę Mistrzów w 2006 roku. Doznałem kontuzji, a Andrés wziął na siebie odpowiedzialność. W Lizbonie i Mediolanie grał w środku pomocy. Ależ dał przedstawienie! Dotarliśmy do finału w Paryżu i Rijkaard nie wystawił go w pierwszym składzie. Kiedy się dowiedziałem, powiedziałem do Puyola: „nie gra Andrés… nie gra. Ale jak to nie gra…”. Puyi odpowiedział: „nie wiem, nie wiem”. Nikt tego nie rozumiał, bo w Lizbonie i Mediolanie zagrał świetnie.

Kiedy pojawił się w drugiej połowie, wszystko się zmieniło. Poukładał wszystko na swój sposób. Cicho, spokojnie, ale razem z Larssonem i Samuelem zmienił przebieg meczu. Na pewno był wkurzony, jednak myślał przede wszystkim o zespole. Ta złość pomogła mu być jeszcze lepszym. Ktoś inny poddałby się lub źle zareagował. On nie. On był jeszcze silniejszy. Bez słowa pokazał na boisku, że pomylono się co do niego. To właśnie Andrés.

Teraz jestem już jedną nogą poza elitarną piłką i zdaję sobie sprawę, kim był, jest i co prezentuje sobą Andrés. Kiedy odejdzie z Barçy, zrozumie, co mówię. Wygrał wszystko, grał niesamowicie, jest szanowany i podziwiany przez wszystkich. Odchodzi tak, jak na to zasłużył, jest wzorem do naśladowania, nigdy nie zachował się źle, nie powiedział nic złego… Zobaczcie, jak go wszędzie kochają. Niedługo dowiesz się, czego tak naprawdę dokonałeś, maszyno.

Udostępnij:

Komentarze (17)

Gorące tematy