Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:00  ·  Presezon   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

„W kadrze kiedy Messi dostaje piłkę, wszyscy czekają, aż zrobi coś wyjątkowego”

 13 czerwca 2018, 11:38

 Redakcja

 Brak komentarzy

Diego Maradona, Javier Mascherano, Leo Messi… FC Barcelona w swoich szeregach od lat ma argentyńskich piłkarzy, którzy mają ogromny wpływ na wyniki zespołu. Nic dziwnego, że w książce „Aniołowie o brudnych twarzach. Piłkarska historia Argentyny” nie brakuje wątków związanych z Blaugraną. Przeczytajcie fragment publikacji znakomitego dziennikarza Jonathana Wilsona, która 20 czerwca ukaże się w Polsce!

Książka w przedsprzedaży dostępna jest na www.idz.do/fcbarca-aniolowie:

- oszczędzasz blisko 10 zł od ceny okładkowej
- wysyłka od 16 czerwca
- pakiety z innymi futbolowymi książkami

Fragment książki

O awans do ćwierćfinału trzeba było grać ze Szwajcarami w São Paulo. Rywale cofnęli się bardzo głęboko, a ich cała strategia sprowadzała się do pozbawiania Messiego przestrzeni na boisku. „Może nam się udać tylko wtedy, jeśli będziemy to robić wszyscy razem – mówił ich trener Ottmar Hitzfeld. – Jeśli będzie trzeba, będziemy go kryć we trzech albo czterech”. I tak to właśnie wyglądało: przez cały mecz Messi opędzał się od roju czerwonych koszulek. Argentyna cierpiała. Agüero, któremu odnowiła się kontuzja ścięgna, został zmieniony przez Ezequiela Lavezziego. Messi w zasadzie nie schodził na prawą stronę: grał jak klasyczny enganche za dwójką napastników, co być może dodatkowo ułatwiało Szwajcarom krycie. Nagle okazało się, że w całym tym zamieszaniu nie chodzi już o to, czy Argentyna będzie grać dalej, ale o to, czy wypełni się los Lionela Messiego.

Z perspektywy współczesnych rozmów o piłce nożnej wydaje się to zastanawiające: zamiast dyskusji o znalezieniu równowagi w drużynie czy integracji poszczególnych jej elementów wróciliśmy do spojrzenia staroświeckiego. „Jest naszym najważniejszym zawodnikiem, naszym kapitanem i najlepszym piłkarzem świata – mówił później Zabaleta. – My wszyscy gramy dla niego i zdajemy sobie sprawę, ile dla nas znaczy. Mamy wielkie szczęście, że jest Argentyńczykiem. Dlatego zawsze, kiedy udaje się nam odebrać piłkę, próbujemy podawać do niego, jak to do najlepszego, i liczymy na to, że strzeli”. Jak zauważył dziennikarz Ken Early, w Barcelonie Messi dostaje piłkę, potem podaje do kolegi i rusza na wolne pole, gdzie mógłby ewentualnie otrzymać futbolówkę po raz kolejny. W Argentynie, kiedy dostaje piłkę, wszyscy pozostali stają i czekają, aż zrobi coś wyjątkowego. W meczu drugiej rundy mundialu w Brazylii po boisku biegały: Szwajcaria po jednej stronie i niezbyt ścisły sojusz Messiego oraz Argentyny po drugiej.

Do końca regulaminowego czasu gry pozostawało już zaledwie kilka minut, kiedy Messi dostał piłkę z lewej strony boiska, tuż przy linii bocznej. Widać było, jak się rozgląda, a potem – to również dawało się wyczuć – zamyka się w sobie i próbuje rozpocząć kolejną gambetę. Został powstrzymany, ale wrażenie było oczywiste: po raz kolejny próbował samemu znaleźć drogę do wygranej swojej drużyny. Ponieważ do 90. minuty nie padły bramki, sędzia zarządził dogrywkę. Oba zespoły skupiły się wokół swoich ławek rezerwowych. Messi był kapitanem Argentyny – wybór dyktowany po trosze względami sentymentalnymi i potrzebą jak najściślejszego powtórzenia historii Maradony – ale jako ostatni zawodnik dołączył do grupy. Stanął z tyłu, sięgnął po butelkę wody i wylał sobie jej zawartość na głowę. Pierwszy przemówił Sabella, później głos zabrał Mascherano. Messi nie powiedział ani słowa. Czy był to jeszcze jeden przykład cichego przywództwa, o którym mówili jego pierwsi nauczyciele i trenerzy? A może, niezależnie od swojego geniuszu, był kapitanem tylko z nazwy?

W jego minimalizmie zawsze było coś fascynującego. Kiedy patrzyło się na sposób jego gry, można było przecież zauważyć, że choć był zdolny do aktów niezwykłej wirtuozerii, miał również rzadką umiejętność wybierania w każdej sytuacji najprostszych rozwiązań; nigdy nie starał się być szczególnie brawurowy czy przesadnie ekstrawagancki. W spotkaniu ze Szwajcarią dostrzegało się jednak również, że stosunkowo niewiele się rusza. Przez 120 minut przebiegł jedynie dziesięć kilometrów i 700 metrów – najmniej ze wszystkich piłkarzy z pola. Najmniej ze wszystkich graczy z pola wykazywał się też czymś, co FIFA nazywa aktywnością o średniej i wysokiej intensywności. Miał tylko 31 sprintów – i tym razem mniej od wszystkich zawodników z pola z wyjątkiem środkowych obrońców Federico Fernándeza i Fabiana Schära. Kiedy w tej samej rundzie Brazylia pokonywała Chile po serii rzutów karnych, okazało się, że Neymar przebiegł o trzy kilometry więcej od Messiego i wykazywał się aktywnością o średniej i wysokiej intensywności przez 21 minut – przy dziewięciu minutach Messiego; zaliczył też 57 sprintów.

O książce

Alfredo Di Stéfano, Diego Maradona, Gabriel Batistuta, Juan Román Riquelme, Sergio Agüero, Leo Messi… Argentyna zrodziła wielu wspaniałych piłkarzy. Bardziej niż jakikolwiek inny naród żyje i oddycha piłką nożną. O futbolu dyskutuje się tu bez przerwy: w domach, kawiarniach, na ulicach. Do dyskusji włączają się nawet pisarze i filozofowie.

Jonathan Wilson, który mieszkał w tym kraju przez ostatnią dekadę, postanowił bliżej przyjrzeć się fascynującym dziejom piłki nożnej w Argentynie. Od zaadoptowania nieznanej brytyjskiej gry, po pasję milionów. Od złotej ery la nuestry, przez żywiołowy styl gry zmieniający się w antyfutbol, a następnie fuzję piękna i skuteczności pod wodzą Césara Luisa Menottiego, po pięć przegranych finałów w XXI wieku.

Tak właśnie powstali Aniołowie o brudnych twarzach – jedna z najwspanialszych książek, jakie napisano o futbolu. O obsesji, która wyznacza Argentyńczykom rytm życia. Od pierwszego do ostatniego gwizdka.

Autor: Jonathan Wilson
Tytuł oryginału:
Ángels With Dirty Faces: The Footballing History of Argentina
Tłumaczenie: Michał Okoński
Data wydania: 20 czerwca 2018
Cena okładkowa: 49,90 zł
Liczba stron: ok. 608 i 2 x 8 ( zdjęcia )

Udostępnij:

Komentarze (0)

Gorące tematy