Następny mecz:  Valladolid  -  Barcelona     ·  Sobota, 25 sierpnia 22:15  ·  2. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Barcelona B nastawiona na wynik, zamiast na rozwój młodych zawodników [część 2]

 21 czerwca 2018, 12:00

 Grzegorz Zioło

Źródło: Sport

 20 komentarzy

  • W ostatnich latach do Barcelony B masowo dołączali zawodnicy z zewnątrz, którzy odbierali miejsce w składzie wychowankom
  • Mimo wzmocnień drużyna rezerw nie zdołała utrzymać się w Segunda División A i poniosła porażkę pod względem wyników oraz idei gry
  • Drużyny La Masii regularnie wygrywają turnieje młodzieżowe, jednak w późniejszym etapie wychowankowie mają problemy z awansem do Barçy B i pierwszego zespołu

Awans Barcelony B do Segunda División był obsesją Pepa Segury. Jako człowiek odpowiedzialny za tę drużynę, przed sezonem 2016/17 wzmocnił ją doświadczonymi zawodnikami, którzy pomogli wywalczyć promocję na zaplecze LaLigi. Działanie, które miało być jednorazowe, stało się powszednie. W ciągu trzech sezonów do Barçy B dołączyło 34 zawodników. 15 z nich rozegrało zaledwie jeden sezon, a sześciu (Robert Gonçalves, Santiago Bueno, Ezekiel Bassey, José Luis Trápaga, Mariano Konyk i Moha) nie zdołało nawet zadebiutować w drużynie rezerw. Tylko w zeszłym sezonie w Barcelonie B grało siedmiu piłkarzy wypożyczonych: David Costas i Samu Araujo (Celta Vigo), Matias Nahuel (Real Betis), Fali (Gimnastic Tarragona), David Concha (Real Sociedad), Christian Rivera (Eibar) i Martín Hongla (Granada). To zupełnie inna droga niż ta, którą w założeniu miała podążać Barça B. Zaczęto masowo sprowadzać zawodników z innych klubów, zamiast stawiać na wychowanków i przygotowywać ich do gry w pierwszej drużynie.

Segura ułożył plan gry w Segunda División razem z trenerem Tonim Otero, który obecnie pracuje w UD Las Palmas. W wyniku ich działania powstał zespół będący bardziej drugą, samodzielną drużyną niż rezerwami. Transfery miały na celu osiągnięcie założonego wyniku w lidze, a nie spełnienie prawdziwego celu istnienia Barçy B, jakim jest dostarczanie zawodników do pierwszego zespołu. Pod koniec sezonu Barcelona B była klubem, który wydał najwięcej pieniędzy ze wszystkich zespołów Segunda División, a mimo to spadła z ligi. Blaugrana poniosła podwójną porażkę: nie osiągnęła wyznaczonego celu, jakim było utrzymanie, oraz poświęciła wychowanków, którzy otrzymywali mniej szans na grę. Trener Gerard López został zwolniony na sześć kolejek przed końcem rozgrywek z powodu słabych rezultatów. Jak powiedział José Mari Bakero, było to "zgodne z prawem futbolu", czyli z nastawieniem na wyniki. Widać w tym jednak sprzeczność z ideą szkolenia piłkarzy.

Segura był zwolennikiem pozostawienia Lópeza na stanowisku, jednak Bakero zdecydował, że trenera Barçy B zastąpi García Pimienta, szkoleniowiec juvenilu A. Wówczas było już jednak za późno, żeby uratować miejsce gwarantujące utrzymanie w Segunda División A. Na konferencji prasowej José Mari Bakero wziął odpowiedzialność za tę porażkę, ale starał się znaleźć pozytywy. Stwierdził na przykład, że kadra zespołu była złożona w 64% z wychowanków, dzięki czemu została spełniona zasada dotycząca składu Barçy B: 6-7 zawodników z La Masii, 4-5 z zewnątrz. Bakero pomylił się jednak w swoich obliczeniach. Wychowankowie Blaugrany stanowili jedynie 44,4% kadry (16 piłkarzy na 36 grających), wliczając w to zawodników takich jak Alejandro Marques (zagrał 169 minut), Alex Collado (69'), Riqui Puig (61') czy Sergio Gómez (24'). Przez cały sezon z największą regularnością grali za to Carles Aleñá i Marc Cucurella.

Statystyki są jeszcze bardziej niepokojące, jeśli weźmie się pod uwagę bardziej miarodajny czynnik, jakim jest liczba rozegranych minut. Wychowankowie La Masii uzyskali w tym zestawieniu jedynie 40%, czyli daleko od spełnienia założeń, o których wspomniał Bakero. Barça B ani nie osiągnęła satysfakcjonującego wyniku sportowego, ani nie zapewniła odpowiednich szans na grę zawodnikom z klubowej szkółki.

Barça ma 15 męskich drużyn dziecięcych i młodzieżowych, a 13 z nich zdobyło w tym sezonie mistrzostwo w swojej kategorii. Jedynie czwarty zespół benjamin prebenjamin, które grają przeciwko zawodnikom starszym od siebie, zajęły drugie miejsca. Pozostałe triumfowały w swoich ligach i nie ma w tym niczego dziwnego. Główny rywal Barçy RCD Espanyol ma dziesięć razy mniejszy budżet niż Blaugrana (47,5 miliona do 4,5 miliona, licząc od drużyny rezerw do najmłodszej kategorii prebenjamin). W porównaniu z pozostałymi katalońskimi klubami ta różnica jest jeszcze większa.

W tym sezonie Barcelona zdobyła ponadto mistrzostwo Katalonii w kategoriach benjamín (9-10 lat), infantil (13-14 lat) i cadete (15-16 lat), a w kategorii alevín zajęła drugie miejsce za CF Damm, jednak w finale wystąpiła drużyna B. Pierwszy zespół był wówczas w Nowym Jorku, gdzie brał udział w prestiżowym turnieju LaLiga Promises Internacional. Co ciekawe, jego zwycięzcą został Espanyol. Kilka tygodni wcześniej Barcelona, ku wielkiej uciesze działaczy, wygrała hiszpańską edycję tego turnieju.

Wszystkie te tytuły pozwoliły Josepowi Marii Bartomeu podkreślić jakość szkolenia piłkarzy w Barcelonie, która bez wątpienia jest bardzo wysoka. Eksperci są jednak zgodni, że wyniki drużyn młodzieżowych nie są powodem do dumy, ponieważ najważniejszy jest rozwój zawodników i wyrobienie cech, które pozwolą im awansować w przyszłości do pierwszego zespołu. Zwycięstwa same w sobie zużywają jedynie nakłady finansowe klubu i zdrowie piłkarzy. Niewiele dzieci, które w wieku 10 lat trafiają do Barcelony, gra w niej sześć lat później po fizycznych zmianach zachodzących w ich organizmach. Wszystkie mają za to na półce pokaźną kolekcję trofeów. W wieku 16 lat zawodnicy Barçy muszą podjąć ważną decyzję, która wpłynie na całą ich późniejszą karierę. Dziś wielu z nich decyduje się na odejście z klubu. Przyczyny tego stanu rzeczy zostaną omówione w kolejnym z serii artykułów Sportu na temat szkółki FC Barcelony.

Udostępnij:

Komentarze (20)

Gorące tematy