FCBarca.com w Barcelonie: Mały mecz, wielkie święto

Julia Cicha

7 grudnia 2018, 13:45

4 komentarze

Dlaczego zdecydowałam się pójść na mecz z Cultural Leónesa? Co tu dużo mówić, było tanio. Studencka kieszeń nie pozwala na oglądanie spotkań z trybun Camp Nou co dwa tygodnie, więc każda nadarzająca się okazja jest traktowana priorytetowo. Zdecydowanie nie żałuję. Dzięki temu wieczorowi na własnej skórze przekonałam się, co oznaczają słowa mes que un club.

Wyszłam z założenia, że frekwencja na stadionie wyniesie 40, w porywach do 45 tysięcy kibiców. Środek tygodnia, rozpoczynający się w Hiszpanii długi weekend (6 grudnia to święto konstytucji), późna pora i rywal z niższej półki. Teoretycznie wszystko to nie zachęca nikogo do przyjścia na stadion. Z tego powodu wyszłam z mieszkania dość późno, w końcu po co marznąć więcej niż trzeba. Na stadion dotarłam 45 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego i… ledwo zdążyłam na hymn. Po wyjściu z metra miało się wrażenie, że przejechało się parę stacji za daleko i wylądowało w Stanach Zjednoczonych w trakcie Black Friday. Dzikie tłumy. Trzeba jednak przyznać, że wszyscy zachowywali się spokojnie. Prawdziwe Black Friday z walką na śmierć i życie o to „kto pierwszy” urządzono sobie dopiero w drodze powrotnej. W życiu nie widziałam tylu osób bijących się o to, żeby zmieścić się do metra.

Pół godziny stania w kolejce do wejścia na mecz 1/16 Pucharu Króla? Na to wygląda!

Powody tak wysokiej frekwencji na stadionie były dwa. Po pierwsze, jak wspomniałam, ceny. Wejściówkę można było kupić już za 9 euro, a płacąc 12-17 euro dostawało się miejsce w naprawdę dobrej lokalizacji. Dla mnie dodatkowym bonusem siedzenia na krytej Tribunie było wypatrzenie po spotkaniu przeprowadzającego z kimś wywiad Gerarda Romero z RAC1. Tym razem nie udało się jednak podejść, bo dzieliła nas barierka… Po drugie, klub zorganizował tzw. Diada del Soci Solidari. Wstyd się przyznać, że nigdy o tym nie słyszałam. Albo słyszałam, ale zapomniałam. Dzięki tej inicjatywie na Camp Nou zasiadło w środę niemal 77 tysięcy osób.

Na czym to polega? Wszyscy socios posiadający karnety mają możliwość zwolnienia swoich miejsc za darmo, a bilety zostają następnie przekazane, również nieodpłatnie, osobom, które normalnie nie mogłyby sobie pozwolić na zobaczenie Barcelony z bliska. Członkowie różnych organizacji społecznych i pozarządowych, a także liczne dzieci z uboższych rodzin, otrzymali niepowtarzalną szansę obejrzenia meczu na żywo. Z jednej strony spowodowało to ogromne kolejki do bramek na stadionie, a z drugiej niesamowitą atmosferę, o którą normalnie byłoby bardzo trudno w spotkaniu z Cultural Leónesa. Oprócz tego warto podkreślić, że Barcelona zorganizowała również zbiórkę żywności, a członkowie Katalońskiego Związku Osób z Zespołem Downa zrobili sobie zdjęcia z piłkarzami. Zawodnicy wyszli również na murawę w towarzystwie dzieci uchodźców. Zachęcam do obejrzenia podsumowania przygotowanego przez klub, które jest dostępne w języku angielskim.

Choć o wydarzeniach pozaboiskowych można by napisać bardzo dużo, to jednak najważniejszy wciąż pozostaje mecz. Tym razem postanowiłam skupić się na graczach, którzy nie występują zbyt często w pierwszym składzie lub nawet w pierwszym zespole. Z tego powodu przespałam nieco trzy asysty Rakiticia, obserwując w tym czasie m.in. Aleñę. Co tu dużo mówić, jestem zdecydowanie „na tak”. Carles ma niewątpliwy talent oraz barcelońskie DNA. Widoczny przede wszystkim w pierwszej połowie, wyróżniał się umiejętnością posyłania niestandardowych podań oraz dobrym wg mnie czytaniem gry. Jeśli tylko oszczędzą go kontuzje, to będą z niego ludzie.

W przerwie meczu powiedziałam do towarzyszącego mi kolegi, że Oriol Busquets jest kompletnie niewidoczny. „To on w ogóle gra?” – odparł. Myślę, że to zdanie najlepiej opisuje występ młodego pomocnika. Nie przykuł mojej uwagi niczym specjalnym, co oznacza również, że nie popełnił żadnego rażącego błędu, ale jednak spodziewałabym się po nim dużo więcej. Z kolei oceniając Juana Mirandę, kluczowe wg mnie jest nieporównywanie go do Jordiego Alby. Niedawno Bojan Krkić udzielił kolejnego wywiadu, w którym żalił się, że w młodości nazywano go nowym Messim. W tym wypadku jest podobnie. Miranda jest Mirandą, Albą nie będzie nigdy, co nie znaczy, że nie może osiągnąć tego samego lub nawet wyższego poziomu. Na razie jednak trochę mu jeszcze brakuje. Pokazuje to choćby fakt, że Barça rozgrywała większość akcji prawą stroną.

Usłyszałam kiedyś wypowiedź, że Leo Messi sprawia wrażenie chłopca, który gra w piłkę, ale za chwilę ubierze z powrotem tornister i pójdzie do szkoły. Bardzo podobne wrażenie zrobiła na mnie gra Riquiego Puiga. Chłopak jest zjawiskowy, rusza się jakby miał motorek w wiadomej części ciała, jest bardzo dynamiczny i „bardzo chce”. Przy tym ma cechę, którą bardzo cenię u piłkarzy i która jest wyjątkowo przydatna w Barcelonie. Non stop rozgląda się na boki, patrzy, jak ustawieni są koledzy, by mieć pełny obraz sytuacji. I, co najważniejsze, robi to jeszcze przed otrzymaniem piłki, więc w momencie, gdy futbolówka znajdzie się już przy jego nodze, wie, co z nią zrobić. Boję się jedynie, że warunki fizyczne Riquiego może zrównoważyć jedynie posiadanie talentu pokroju Messiego. A przynajmniej niewiele mniejszego. Jeśli okaże się, że Puig ma zadatki na bardzo dobrego, ale nie genialnego zawodnika, jego wątła postura może bardzo utrudnić mu zrobienie kariery.

Warto podkreślić również dobrą postawę Camp Nou, które pokazało się z naprawdę przyzwoitej strony. Kibice świetnie się bawili, na trybunach królowały meksykańskie fale lub akcja świecenia latarkami w telefonach, co starałam się uwiecznić na poniższym wideo. W momencie zejścia z boiska Malcoma fani skandowali jego imię, dodając otuchy kontuzjowanemu Brazylijczykowi. Nieraz słyszałam już, że trybuny na Camp Nou to piknik. Tym razem był to jednak piknik w najlepszym wydaniu, połączony z dobrym meczem i duchem solidarności unoszącym się w powietrzu. Barça to więcej niż klub. W dobie komercjalizacji, globalizacji i ludzkiej znieczulicy udało się to pokazać. Choćby w jeden wieczór.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

polecam wizytę na Camp Nou każdemu, ja miałem przyjemność jechać na mecz z PSV, wrażenia są nie do opowiedzenia i warte każdej złotówki (w zasadzie to euro :) )

W niedzielę po meczu nie było żadnych problemów z metrem. Na Maria Cristina spokojnie można było wsiąść. Żałuję że nie mogłem zostać dzień dłużej bo też chętnie zobaczyłbym inną stronę FCB. Artykuł bardzo fajny. Przydałoby się więcej takich na stronie

Swietny artykuł, z ocena naszych młodych graczy musze sie zgodzic w 100%.

Takie wyjazdy to cos pieknego nie ważne jaki przeciwnik ważne ze to Barca nasz ukochany klub!