Następny mecz:  Barcelona  -  Sevilla     ·  Sobota, 20 października 20:45  ·  9. kolejka La Liga Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Bernd Schuster

Bernd Schuster urodził się 22 grudnia 1959 roku w Augsburgu, mieście leżącym na terenie niemieckiego landu Bawaria. Dorastał w skromnej rodzinie w bloku na przedmieściach miasta. W piłkę zaczął grać w okresie szkolnym, lecz grał również po lekcjach. Bernd ganiał za piłką wiele godzin dziennie. Na początku lat 70tych, gdy oglądał mecze w telewizji, oczarowała go magia ówczesnej drużyny Bayernu Monachium. Beckenbauer, Maier, Muller...to byli piłkarze, których grę, zwody i inne sztuczki techniczne starał się powtarzać później w czasie rozlicznych gierek na podwórku. Zwykle Bernd grał w piłkę na uliczkach Hammerschmiede (dzielnica Augsburga), latem zaś doskonalił zdolności na plażach. Innym fascynującym młodego Schustera sportem był hokej na lodzie, jednakże postawił na piłkę, by być jak jego idole – Pele i Franz Beckenbauer.

Swoją karierę Bernd zaczął w maleńkim amatorskim klubiku SV Hammerschmiede Augsburg w wieku zaledwie 11 lat, jednak tylko dlatego, iż siedziba drużyny mieściła się bardzo niedaleko jego domu. Barwy tego klubu przez wiele lat reprezentował również Dieter, ojciec Bernda, nic więc dziwnego, że poparł on decyzję syna. Szczerze mówiąc Bernd był za młody, by mógł grać, jednak dało się to załatwić. Klub spreparował pewien specjalny dokument by umożliwić mu występy. W SV Hammerschmiede Bernd Schuster spędził 5 sezonów, aż do 16 roku życia. Wtedy zainteresował się nim największy klub w mieście, FC Augsburg. Zgodę na transfer wyraziła matka chłopca, Gisele. W roku 1976 Bernd zmienił klub.

Na początku pobytu w FC Augsburg, nasz bohater załapał się zaledwie do zespołu juniorów. Wkrótce stał się jego kapitanem. Bardzo zainteresował się nim trener amatorskiej drużyny, Wenzel Halama. Jednak nikt jeszcze nie wiedział, że ten niewysoki, szczupły blondynek stanie się gwiazdą. W końcu to były jego pierwsze występy na tak dużym obiekcie, Rosenau. Po jakimś czasie do klubu przyszło powołanie dla Bernda do reprezentacji Niemiec U-18, w której w sumie zagrał 10 spotkań.

W następnym sezonie (1977/78) w drużynie amatorów FC Augsburg zaszły pewne zmiany, i to na lepsze. Przede wszystkim zmienił się trener. Został nim były zawodnik FCA, Schuhmann. Od razu zachwycił się Berndem. „Przyjeżdżał pierwszy na trening, jakiś kwadrans przed resztą. I zawsze dawał z siebie wszystko”- mówił. Na treningi Bernd zawsze przyjeżdżał motocyklem. Nieważne czy padał śnieg, czy deszcz, czy była wiosna, czy zima, zawsze był pierwszy. Jeśli spóźnił się na trening, szybko wyjaśniał dlaczego. „Nie interesował się dziewczynami tak jak jego rówieśnicy, był zbyt nieśmiały. Za to chciał zostać gwiazdą piłki” – wspomina jego ówczesny trener. Bernd grał dobrze. Pomógł drużynie wywalczyć Mistrzostwo Bawarii w roku 1978.

Jego niezła gra już wtedy zwróciła uwagę kilku klubów Bundesligi. Bernd wybrał ofertę Borussi Moenchengladbach... myślał, że klub Vogtsa i Heynckesa będzie odpowiedni, jednak... nigdy nie założył koszulki drużyny z Gladbach. Powodem – niemożność dogadania warunków między drużynami. Wtedy ofertę złożył ówczesny zdobywca Pucharu Niemiec i Mistrz Niemiec – FC Koeln. Trenerzy zespołu, Loehr i Weisweiller widzieli go w drużynie narodowej i kusili do podpisania kontraktu. Jednak Bernd, jako fan Bayernu Monachium, nie chciał się zgodzić. Poza tym uważał, że Koeln leży za daleko od domu rodzinnego. Wtedy manager FCA, Amerell, zaoferował Bayernowi kupno chłopca za 200 000 marek. Klub nigdy nie odpowiedział... Czy było to za dużo pieniędzy za młodzieńca? Może, jednak już rok później wartość Bernda sięga 3 milionów marek. W końcu zdecydował się na transfer do Koeln. Heiner Schuhmann nie mógł zrozumieć, czemu Bernd nigdy nie zagrał w pierwszej drużynie FC Augsburg, grającego w 2 Lidze Południowej: „FCA popełniło wielki błąd w sprawie Bernda Schustera. Nie mogę zrozumieć, czemu klub nie podpisał z nim profesjonalnego kontraktu i dlaczego prezes albo trener pierwszej drużyny nie dali mu szansy. Daleko od nas, odniesie wkrótce sukcesy w Bundeslidze i drużynie narodowej.”

Miasto Koeln nad Renem oczekiwało, że z Berndem przyszłość klubu będzie świetlana. Trenerzy Weisweiller i Loehr byli zachwyceni, że w końcu udało im się go ściągnąć. Na początku młody Schuster uważany był za przyszłościowego zawodnika. W październiku 1978 roku zaliczył debiut w Bundeslidze, wchodząc w drugiej połowie spotkania z Eintrachtem Frankfurt. FC Koeln przegrał dwiema bramkami, jednakże tym występem Bernd wywalczył sobie niepodważalną pozycję w pierwszej jedenastce. W przeciągu zaledwie 3 miesięcy Schuster pokazał, że nie jest przyszłościową gwiazdką, ale gwiazdą w pełnym tego słowa znaczeniu. Wkrótce został powołany do reprezentacji Niemiec U-21, gdzie jednak rozegrał zaledwie 1 mecz. Dlaczego? Otóż dlatego, że już niedługo potem, w wieku zaledwie 19 lat, otrzymał powołanie do kadry seniorów od jej ówczesnego trenera, Juppa Derwalla. W zaledwie rok po opuszczeniu Augsburga Bernd jest najbardziej perspektywicznym piłkarzem w całym kraju, zyskał nawet pseudonim „Nowy Beckenbauer.”

Bernd był bardzo szczęśliwy w Kolonii, na boisku wiodło mu się znakomicie, fani go uwielbiali...jednak Bernd poznał kobietę, która zmieniła jego życie. Na dyskotece spotkał Gabi, fotomodelkę, z którą zaczął się regularnie spotykać już po tygodniu. Ale wróćmy do aspektów czysto piłkarskich. Zespołowi Koeln w sezonie 1978/79 nie szło już tak dobrze jak rok wcześniej, żadnego z sukcesów nie udało się powtórzyć. Trener Weisweiller musiał opuścić drużynę. Nowym został człowiek o nazwisku Heddergott, z którym Bernd nigdy nie był w dobrych stosunkach. Za kadencji tego trenera wyniki były też raczej średnie. W końcu pan Heddergott odważył się posadzić Schustera na ławce rezerwowych, czego jedynym skutkiem były liczne prośby w stronę zarządu od fanów dotyczące zwolnienia trenera. Jednak problemy Bernda nie dotyczyły tylko boiska. Po poślubieniu Gabi, zaczęły się problemy z jego rodzicami w Augsburgu. Prasa zaczęła wypisywać różne bzdury na temat państwa Schusterów. Wszystko zmieniło się na lepsze gdy Blond Aniołowi, jak nazywano Bernda w Niemczech, urodził się syn. Dostał on na imię Benjamin. Jednakowoż FC Koeln zajął niskie miejsce w lidze i Heddergott zaczął szukać kozła ofiarnego. Znalazł go, a raczej tak sądził, albowiem Bernd Schuster został odesłany do rezerw! Wtedy Blond Anioł się wkurzył na trenera i skontaktował się z pracującym za granicą Hannesem Weisweillerem, który był dla niego jak drugi ojciec. Bernd chciał wraz z nim przejść do Cosmosu Nowy Jork.

Jednak już latem Schuster wraz z reprezentacją Niemiec pojechał do Włoch na Mistrzostwa Europy. RFN było mistrzem, Rummenigge był gwiazdą, Hrubesch był snajperem, jednak Schuster był fenomenem i w końcu Europa dowiedziała się o Blond Aniele z Kolonii. Jednak głównym problemem była rosnąca cena Bernda. Miał on zaledwie 20 lat, a już był Mistrzem Europy ze świetlaną przyszłością. Interesowało się nim bez mała pół Europy, jednakże Blond Anioł koniecznie chciał pojechać do trenera Hannesa Weisweillera, do Nowego Jorku. Fani dowiedzieli się, że Bernd już przepadł dla klubu. Lato się skończyło, rozpoczął się nowy sezon, a prezes FC Koeln nadal nie sprzedał Schustera. Czekał na najlepszą cenę. A dał ją superklub – FC Barcelona. Nagie fotki jego żony w brukowcach, stosunek ze strony niektórych fanów oraz własnych rodziców, atak prasy na Gabi...Kolonia stała się istnym piekłem dla Anioła. Zdecydował się więc ją opuścić. Jednak w tamtym okresie zarząd amerykańskiej ligi piłkarskiej nie był zainteresowany zatrudnianiem obcokrajowców, a życie w Kolonii było dla Bernda Schustera i jego bliskich niemożliwe. Prezydent klubu w końcu dopiął swego. Sprzedał młodego piłkarza najlepszemu nabywcy. FC Barcelona zapłaciła za Blond Anioła bagatela – 40 milionów peset. W październiku 1980 roku Bernd, Gabi i mały Benjamin przybyli do Barcelony, w celu (bynajmniej jeśli idzie o głowę rodziny) zmiany historii katalońskiego klubu.

A rzeczywiście, w grze Dumy Katalonii zmiany były bardzo potrzebne. Podczas tamtego sezonu klubowi szło w lidze bardzo kiepsko, przegrywali wiele spotkań, nie wspominając już o problemach pozasportowych. Trener Kubala nie potrafił nic wskórać. Jednak byli w klubie ludzie, którzy sądzili, że nowy nabytek, młody Niemiec Bernd Schuster, będzie idelanym rozwiązaniem.

Jak już wspomniałem, Blond Anioł dołączył do zespołu w październiku 1980 roku. Drużynę musiał za to opuścić wściekły z tego powodu Austriak, Hans Krankl. „Barcelony w tym momencie nie uratowałoby nawet kupno samego Pele” – utyskiwał, odchodząc. Natomiast nowy kolega, Duńczyk Alan Simonsen, nauczył Bernda pierwszych hiszpańskich zwrotów.

Federacja Niemiecka potwierdziła transfer tydzień póżniej. W tym czasie Schuster obejrzał na żywo pierwszy mecz swojego nowego klubu, przegrany z Realem Betis aż 0-4. Prawdopodobnie zastanawiał się wtedy, czy na pewno robi dobrze wybierając Katalonię. Trener Kubala, który twierdził, że nie potrzebuje Bernda, został zastąpiony przez słynnego Helenio Herrerę. Kilka dni później Schuster zadebiutował w barwach Azulgrany. Na Rico Perez Stadium przeciwnikiem był Hercules Alicante. Barça wygrała po raz pierwszy od wielu spotkań. Jedyną bramkę zdobył Esteban. Jednakże była to zapowiedź nowych czasów dla Dumy Katalonii. I żaden Pele nie był potrzebny, panie Krankl!

Barcelona zaczęła wygrywać mecz za meczem i niespodziewanie włączyła się do walki o podium w Primera Division. Ciemną stroną Bernda były problemy z ukazującymi się ciągle w prasie, również hiszpańskiej, fotkami jego żony Gabi, niekoniecznie ubranej. Poza tym Schuster kłócił się z kolegą klubowym, Miguelim. A na boisku strzelał wiele goli, ale i otrzymywał sporo żółtych kartek. Kibice chcieli co tydzień oglądać Bernda w najwyższej formie. W końcu Cules spotkali piłkarza marzeń, o którym śnili od czasów Johana Cruyffa w roku 1974.

Jednak drogę do tytułu przerwała afera. Jeden z najbliższych kolegów Bernda z drużyny, napastnik Quini, został porwany. Dla całego klubu był to wielki cios. Przez najbliższy miesiąc Azulgrana straciła szansę na tytuł. Gdy Quini w koncu został uwolniony, było już za późno, jednak...sezon się jeszcze nie skończył. Barcelona wciąż miała szanse na zwycięstwo w Pucharze Króla. I tak się stało. W finale Blaugrana pokonała Sporting Gijon 3-1. Najlepszym zawodnikiem meczu był gracz Barcelony, blondyn z numerem 8, równie dobrze spisał się Esteban. Z dobrej strony popisał się strzelec dwóch bramek Quini. Natomiast Schuster był prawdziwym liderem. Ten zaledwie 20letni chłopiec wyciągnął drużynę z kryzysu. W stolicy Katalonii rozpoczęła się prawdziwa Schustermania.

Nowy sezon 1981/82 powinien być tym właściwym. „Magicznego” Herrerę zmienił rodak Bernda, Udo Lattek. Jednak jego metody treningowe nie do końca pasowały piłkarzom. Schuster również nie był z nich zadowolony, mimo że Lattek uważany był za jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego, niemieckiego trenera, jednak presja, jaka na nim ciążyła, okazała się silniejsza. Barcelonę dopadł pewien kryzys. Wszystko szło jednak w miarę dobrze, gdy grał Bernd, jednak okropna kontuzja odniesiona w Bilbao wniosła do drużyny jedynie chaos. W grudnio 1981 lewe kolano Schustera złamał słynny „rzeźnik”, Bask Andoni Goikoetxea. „Przez cały mecz ostrzegał, że to zrobi i w końcu dotrzymał słowa” – żalił się rozgoryczony Niemiec po meczu. Bernd bardzo chciał jak najszybciej wrócić do gry, toteż pojechał do ojczyzny do doktora Schneidera, który jednak nie zrobił z jego kolanem nic dobrego. Blond Anioł powrócił do Hiszpanii na operację u doktora Banosa. Jednak cud był niemożliwy i piłkarz musiał opuścić Mistrzostwa Świata w roku 1982. Podczas ostatniego miesiąca sezonu po zażartym pościgu Barcelona przegrała Mistrzostwo Hiszpanii z Realem Sociedad San Sebastian. Drużynie z kraju Basków nie sprostały ani gole Quiniego, ani praca Zuvirii czy Migueliego, ani nawet magiczny Urruti. Na pocieszenie Barçy zostało zwycięstwo w Pucharze Zdobywców Pucharów i był to najważniejszy moment za kadencji Lattka.

Z kolei sezon 1982/83 zdecydowanie najbardziej pamiętany jest przez kibiców z powodu nabycia przez FC Barcelonę Diego Armando Maradony, zdaniem wielu najlepszego wtedy piłkarza na świecie. Wszystko było w jak najlepszym porządku aż do choroby Boskiego Diego. Argentyńczyk musiał z powodu żółtaczki pauzować przez dwa miesiące, jednak zanim to nastąpiło przekonał już do siebie kibiców dzięki swojej znakomitej lewej nodze. Z kolei Bernd odczuwał psychologiczne skutki kontuzji, przez którą musiał opuścić Mundial, nic więc dziwnego, że jego gra nie była najlepsza. Za to niedługo skończyły się jego problemy z kolegami z kadry narodowej, Breitnerem, Rummeniggem czy Stielikem oraz trenerem Derwallem. Bernd po prostu zrezygnował z występów w kadrze. Ostatni mecz w niej rozegrał w wieku zaledwie 23 lat. „Jestem szczęśliwy w klubie i od dziś będę grał tylko w FC Barcelona. Moja drużyna narodowa nic dla mnie już nie znaczy.” – podsumował swoją decyzję. A Barça grała nierówno, toteż Bernd szybko stracił szacunek dla trenera. „Lattek to pijaczyna” – rzekł kiedyś w jednym z wywiadów. Po jednym z przegranych spotkań doświadczony szkoleniowiec został zwolniony, zaś jego następcą został Argentyńczyk Menotti. Od razu wziął się do roboty. Azulgrana grała coraz lepiej i znów wywalczyła Puchar Króla. Natomiast Mistrzem Hiszpanii został Athletic Bilbao trenowany przez Javiera Clemente.

Sezon 1983/84 wlał w serca fanów nową nadzieję. Menotti w krótkim czasie stał się uwielbiany za swoje spektakularne, aczkolwiek efektywne, sposoby gry w piłkę. Wielu kibiców było pewnych, że argentyński duet Menotti-Maradona może osiągnąć wiele, wliczając w to mistrzostwo kraju. Jednak po raz drugi na drodze Barçy stanął Andoni Goikoetxea. Złamał kolano Schusterowi, złamał też Maradonie w kolejnym meczu Athletiku z Barceloną. Następne 4 miesiące Azulgrana grała bez Diego i z nieregularnie grającym Berndem, który porównywał mecze w Bilbao do wojny w Korei. Drużyna z kraju Basków po raz drugi z rzędu zdobyła mistrzostwo, zaś finał Pucharu Króla rozgrywany między Dumą Katalonii a Athletikiem przeszedł do historii, niekoniecznie z powodów czysto piłkarskich. Bilbao wygrało ten pełen przemocy mecz, momentami przeistaczający się w regularną bitwę. Schuster musiał opuścić plac gry, jednak Maradona, Migueli i reszta walczyli do końca, niestety bez skutku. Po tym meczu Menotti postanowił opuścić Katalonię. To samo zrobił Maradona, który przeniósł się do Neapolu.

Kolejny sezon 1984/85 przyniósł totalny brak nadziei. Według kibiców wygranie czegokolwiek graniczyłoby z cudem, zwłaszcza po odejściu Maradony. Jednak latem 1984 zupełnie nowy Bernd Schuster powiedział dziennikarzom po meczu: „Teraz bez Diego ja będę wykonywał rzuty karne. Ja będę rządził w linii pomocy. Zobaczycie, że wygramy ligę.” Wszyscy uważali to ledwie za puste słowa. Ale mało znany gracz ze Szkocji nazwiskiem Archibald oraz odnowiony Blond Anioł wystarczyli, żeby zbudować dobrą drużynę, grającą wokół nich. Trenerem został Anglik Terry Venables, który od razu wpoił swoim podopiecznym nowe pomysły odnośnie pressingu. Co do Schustera, to był on teraz na boisku tak zwanym „wolnym elektronem.” To musiało się skończyć Mistrzostwem Hiszpanii, pierwszym od wielu lat. Bernd z tygodnia na tydzień był niezmiennie najlepszym zawodnikiem Primera Division. Również inni zawodnicy, jak np. Caldere, Carrasco, Urruti, Migueli czy Julio Alberto byli ważnymi ogniwami zespołu.

W okresie letnim roku 1985 wszyscy w Barcelonie oczekiwali nowego sezonu oraz liczyli na kolejne zwycięstwa w Lidze Hiszpańskiej i Lidze Mistrzów. Także fani liczyli na wiele. Jednak wkrótce zaczęły się problemy Bernda oraz „Archigoala” z trenerem Venablesem. Również zachowanie prezydenta klubu nie podobało się kapitanowi. „Tu jest gorzej niż w Afryce” – biadał Schuster próbując porozmawiać z Nunezem na temat premii dla piłkarzy. W lidze Barcelona grała nierówno i wkrótce straciła szanse na mistrzostwo, jednak w Lidze Mistrzów szło Azulgranie dobrze. Nawet słynny Juventus musiał ulec Barcelonie, a w finale w Sewilli na Dumę Katalonii czekała Steaua Bukareszt. Wydawało się, że zespół z Katalonii zmiecie przeciwników z powierzchni boiska. Jednak utrzymywał się remis. W 73 minucie Terry Venables zarządził zmianę. Moratalla zmienił...Bernda Schustera. Blond Anioł był bardzo zły. Wiedział już, że Anglik chce zdobyć Puchar bez niego, że ma go dość. Postanowił więc opuścić wcześniej stadion, żeby spotkać się z rodziną. W hotelu obejrzał w telewizji końcówkę meczu oraz Barcelonę przegrywającą finał poprzez spudłowanie aż 4 rzutów karnych. Bernd myślał, że Venables zostanie zwolniony. To właściwie nie było logiczne zachowanie, gdy Anglik ściągnął Niemca z boiska. Być może kapitan w końcówce meczu popisałby się jakimś rozpaczliwym strzałem dającym zwycięstwo, co za kilka lat uczyni Ronald Koeman. Ale Bernd nie miał takiej szansy. Bez niego Barça nie strzeliła 4 karnych, jednak on był temu niewinny. Jednak prezydent Nunez i trener Venables oskarżyli Schustera o przegraną. „Bernd nigdy więcej nie założy stroju Barçy” – rzekł Nunez, odnosząc się do ucieczki Niemca ze stadionu. Był to bardzo trudny, a zarazem szokujący moment dla każdego piłkarza i kibica Blaugrany.

Następny sezon był ostatnim spędzonym przez Bernda Schustera w stolicy Katalonii. Już po kilku spotkaniach wiadomo było, że dni Venablesa w klubie są policzone. Jego następcą został Luis Aragones, który przywrócił Niemca do łask. Bernd znów był liderem i kluczowym graczem zespołu. Jednak marzenia o Pucharze UEFA zakończyły się na Bayerze Leverkusen, późniejszym zdobywcy trofeum. Puchar Króla był jedynym sukcesem Barçy w tym sezonie. A po sezonie Blond Anioł podpisał kontrakt z wrogiem Barcelony – Realem Madryt. Chciał zapomnieć o gorzkich chwilach w Katalonii i zacząć nowe życie daleko od ukochanego miasta. Pewien okres w historii klubu zakończył się. Wielu fanów nie wyobrażało sobie Blaugrany bez Schustera, który potrafił sam wygrywać mecze dla klubu, „Myślę, że mój czas nadszedł i spróbuję zacząć nowe życie w Madrycie, żeby udowodnić samemu sobie, iż nie jestem winny wszystkim problemom klubu. Spróbuję zapomnieć o złych momentach w Barçy i skoncentrować się tylko na tych dobrych. Spędziłem w klubie 8 najlepszych lat mojego życia i to nie może być zapomniane. Mam nadzieję, że Barcelona zostanie w moim sercu na zawsze.” – rzekł na pożegnanie.

Było lato roku 1988. Bernd był wolnym zawodnikiem, jako że jego kotrakt z FC Barceloną skończył się. Nic więc dziwnego, że miał wiele ofert z całej Europy, wliczając w to czołowe kluby włoskie. Jednak Niemiec doszedł do wniosku, że dla jego rodziny, a przede wszystkiem dla jego dzieci, rozpoczęcie nowego życia w innym kraju będzie bardzo trudne, zwłaszcza jeżeli nie będzie tam szkół niemieckojęzycznych, więc postanowił pozostać w Hiszpanii. Podpisał kontrakt z madryckim Realem. Przez pewien czas był to sekret, gdyż wiedziały o tym tylko osoby zainteresowane. Jeszcze wiosną tego samego roku Bernd i Gabi spotkali się z prezydentem Realu, Ramonem Mendozą, w paryskiej restauracji Taillerent. Podczas tej rozmowy wszystkie szczegóły transferu zostały uzgodnione. Rodzina Schusterów przeniosła się do stolicy Hiszpanii z myślą o nowym początku, daleko od kłopotów i skandali, w poważnym klubie, który ściągnął Blond Anioła z myślą o sukcesach w Lidze Mistrzów.

W sezonie 1988/89 Real miał dobry zespół, który tworzyli tacy zawodnicy jak Butragueno, Hugo Sánchez, Buyo, Michel, Camacho, Gallego czy Chendo. Królewscy 3 razy z rzędu zdobywali Mistrzostwo Hiszpanii, jednak w Europie szło im słabo. Początek w Madrycie był trudny dla Bernda. Styl Realu i styl Barcelony kompletnie się od siebie różniły. Ale już w drugim miesiącu zdołał wpasować się w styl gry Los Blancos i drużyna zaczęła grać z większym polotem. Trener Beenhakker umiejscowił Schustera w linii pomocy i dał mu wolną rękę co do jego boiskowych poczynań. W końcu Real zdobył mistrzostwo 4 raz z rzędu. Wygrał również Puchar Króla, pokonując w finale Real Valladolid. Sezon był znakomity, co podkreślał potem szczęśliwy Bernd. Jednak w Europie, w półfinałach lepszy od Królewskich okazał się włoski AC Milan. Bernd marzył o zdobyciu trofeum, gdyż finał odbywał się na Camp Nou, jednak nie było mu dane tam zagrać. „Jestem tu szczęśliwy, mimo iż w porównaniu do Barcelony jest to dla mnie wielka zmiana. Odnalazłem tu spokój i cieszę się, że mogę grać z tygodnia na tydzień i zwyciężać. Wiem, że nie jestem teraz gwiazdą, ale drużyna tego nie potrzebuje – my wszyscy jesteśmy jak jedna wielka gwiazda.” – mówił w wywiadach.

Przyszedł następny sezon. Holendra Leo Beenhakkera na stanowisku szkoleniowca Los Blancos zmienił Walijczyk John Toshack. Karierę zakończył Camacho, zaś ściągnięty został Hierro. Real nadal był wielką drużyną. A jak grał! W sezonie piłkarze z Madrytu zdobyli aż 109 bramek, rekord do dziś nie pobity. Hugo Sánchez wespół z Bułgarem Hristo Stoiczkowem został najlepszym strzelcem Europy, z niesamowitą liczbą 38 goli w sezonie. A mówimy tu oczywiście o samej tylko lidze. Swoim własnym światłem błyszczał inny świetny zawodnik Realu Martin Vazquez, a co do Bernda, to fani w Madrycie często wołali na niego „Torero, Torero”, co zarezerwowane było dla najlepszych. Real znów wygrał ligę, natomiast Puchar Króla powędrował do Barcelony. Co więcej, Puchar Mistrzów znów wywalczył AC Milan, co było całkowitym zniszczeniem planów Realu, który miał znakomitą drużynę, lecz w konfrontacjach z drużynami z Włoch nigdy mu nie szło. Bernd zagrał cały sezon jako libero, pomiędzy liniami obrony i pomocy, mogąc atakować kiedy mu tylko przyjdzie ochota. Toshack często podkreślał, że Schuster jest zawodnikiem, bez którego Realowi nie szłoby tak dobrze.

Gdy skończył się sezon, wielu piłkarzy szykowało się do udziału w Mistrzostwach Świata 1990. Real miał w planach tournee w celach sparingowych do Meksyku i Południowego USA. Jednak jedynie Schuster, Buyo i Hugo Sánchez ze wszystkich gwiazd Los Blancos byli dostępni, reszta przebywała we Włoszech na Mundialu. Niestety Bernd doznał kontuzji pleców i chciał opuścić zespół. I tu wkroczył prezydent Mendoza, który miał chrapkę na takich zawodników jak Hagi czy Prosinecki. Widział on swą szansę na zastapienie niemieckiego mózgu swej drużyny nowymi młodymi gwiazdami piłki wschodnioeuropejskiej. Poprzez prasę Mendoza zaatakował Bernda, oczekując gwałtownej odpowiedzi. „To tylko dzieciak, chciał opuścić zespół przebywający na tournee. To nieprofesjonalne. Poza tym chciał, by dołączyła do niego rodzina. To nie jest wycieczka wakacyjna. On jest szalony.” – grzmiał Ramon Mendoza.

Po tournee, ku wielkiemu zdziwieniu fanów, prezes zaprosił Bernda do swojego gabinetu, by uzyskać jego własną zgodę na transfer. Schuster pragnął pozostać w Madrycie na tych kilka ostatnich lat swojej kariery, a przynajmniej ten rok, który mu został do końca kontraktu. Co więcej, trener Toshack mówił, że sprzedaż Niemca to jego pomysł. A były już piłkarz Los Blancos dostał wolność i wiele milionów peset za opuszczenie Realu, mimo że fani chcieli, żeby został. Bernd musiał zacząć myśleć o przyszłości. Rozpoczął się nowy sezon. Real pokazał, że bez mózgu w osobach Bernda i Martina Vazqueza nie gra tak jak kiedyś. Ale było już za późno. Schuster pragnął pozostać w Madrycie, gdzie zadomowiła już się jego rodzina. Wtedy zgłosiło się mające dobry zespół, lecz grające słabo Atletico Madryt. Prezes Gil na początku nie bardzo chciał pozyskać Bernda Schustera, lecz w końcu wyraził zgodę. W październiku roku 1990 rozpoczęła się nowa przygoda.

Gdy nasz bohater opuścił Real Madryt, wielu kibiców sądziło, że czasy Blond Anioła w La Liga dobiegły końca. Na zakończenie jego kariery chciały go mieć u siebie kluby z Japonii, USA, Meksyku, Szwajcarii i Niemiec. Ale Bernd miał ledwie 30 lat i daleki był od zawieszenia butów na kołku. Poza tym jego rodzina znakomicie się czuła w Madrycie...

Jak już wspomniałem, w październiku roku 1990 prezes Atletico Madryt, Jesus Gil, postanowił ściągnąć Schustera do swego klubu. Swoją czerwono-białą przygodę Bernardo, jak go często nazywano w Hiszpanii, rozpoczął w równe 10 lat po przyjeździe do tego kraju. Znów niepewna przyszłość, lecz wielkie marzenia do spełnienia. Dziennikarze byli sceptyczni. Ich zdaniem Jesus Gil i Bernd Schuster w jednym klubie to zbyt wiele.

Po zaledwie 3 dniach treningu, nasz bohater zadebiutował w barwach nowego klubu w spotkaniu przeciwko Sportingowi Gijon. Było to pierwsze zwycięstwo Atletico w nowym sezonie i jednocześnie zapowiedź lepszych czasów, a nawet pościgu za czołówką. Dwa miesiące później Atletico było jedynym zespołem mogącym zagrozić barcelońskiemu Dream Teamowi z Cruyffem, Laudrupem, Stoiczkowem i spółką.

A cudowi było na imię Bernd. Co tydzień Calderon Satdium wypełniał się po brzegi kibicami marzącymi o mistrzostwie. Trener Ivic zbudował świetny zespół wokół Schustera: znakomity bramkarz Abel Resino, doskonała linia obrony z Tonim, Aguilerą i Solozobalem, w końcu szybki atak składający się z Futre i Manolo. Partnerami Blond Anioła w linii pomocy byli Vizcaino i Donato. Bernardo z kolegami wciąż walczył o mistrzostwo, zaś Real walczył o utrzymanie. Ani Hagi, ani Prosinecki, ani Milla nie dołączyli do Los Blancos. Niestety, pechowym zbiegiem okoliczności Mistrzem Hiszpanii została FC Barcelona. Jednakże Atletico, już po zwolnieniu trenera Ivicia, zdobyło Puchar Króla, pokonując w finale Real Mallorca. Był to pierwszy sukces zespołu od wielu lat. Tym samym Berns Schuster przeszedł do historii jako zdobywca Pucharu z trzema największymi klubami hiszpańskimi.

„Wiem, że większość ludzi uważa mnie za zwykły blef marketingowy, ja jednak ciężko pracowałem na to zwycięstwo i wierzę, że w następnym sezonie może być tylko lepiej.” – to zdanie ucieszyło kibiców Atletico, którzy już nie mogli się doczekać sezonu 1991/92 oraz gry w Pucharze Mistrzów i udowodnienia, że znów mają wielką drużynę.

Sparingi przed sezonem pokazały, że Atletico będzie groźne dla najlepszych, a ze szczególnie dobrej strony pokazali się w nich Schuster i Moya. Nowy trener – Luis Aragones – wykazał się znakomitym zmysłem taktycznym i nowy sezon w La Liga rozpoczął się świetnie. Do stycznia wydawało się, że klub z Vicente Calderon wygra, jednak krok za krokiem przewagę zaczęła zyskiwać Barcelona. Tydzień przed jedynym jak do tej pory triumfem w Lidze Mistrzów, Duma Katalonii zapewniła sobie również Mistrzostwo Hiszpanii. Jedynym, aczkolwiek dość marnym, pocieszeniem dla Atletico był fakt, że Manolo z 27 golami na koncie został pichichi.

Również w Europie Los Rojiblancos nie szło. Pokonali co prawda Olympiakos, Manchester i Brugię, lecz nie dali rady Parmie. Niezapomniany, raczej ze złej strony, sędzia Schmidthuber podyktował Włochom 2 rzuty karne z kapelusza i w atmosferze skandalu Atletico przegrało mecz. Po spotkaniu niemiecki sędzia dowiedział się od Bernda w niewybrednych słowach, co Hiszpania myśli o jego postawie.

Ale ciągle został Puchar Króla. Finałowy mecz przeciwko Realowi Madryt był ważnym momentem dla Atletico. Już w 9 minucie bramkę dla Los Rojiblancos przepięknym uderzeniem z 30 metrów zdobył...Bernd Schuster. W drugiej połowie swą magiczną lewą nogą na 2-0 podwyższył Futre. Atletico Madryt zdobyło Puchar drugi raz z rzędu. Natomiast Blond Anioł ustanowił swoisty rekord, zdobywając trofeum już po raz szósty. Po finale król Juan Carlos zaprosił Niemca na prywatną pogawędkę.

Przed rozpoczęciem sezonu 1992/93 kibice wyrazili oczekiwanie na zwycięstwo w La Liga. Wzmocnieniem składu została gwiazda piłki meksykańskiej – Luis Garcia. Drużynie jednak szło różnie. W grudniu 1992 Schuster doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry na 3 miesiące. Los Rojiblancos pokazali swoje uzależnienie od Niemca i przegrali tytuł, który po raz kolejny padł łupem FC Barcelony. A o niewywalczenie tytułu oskarżony został...Bernd. W końcu zespół opuścili Futre i trener Aragones. Schuster pozostał do kwietnia, lecz z prezesem Gilem nie byli już w najlepszej komitywie. W końcu Niemiec został odsunięty od drużyny. Mógł trenować, ale nie miał co marzyć o grze. Tak było do 30 czerwca 1993 roku. Wtedy Bernd postanowił wrócić do ojczyzny.

Wiele klubów chciało zatrudnić Blond Anioła, jednak największą inicjatywą wykazał się Bayer Leverkusen. Pierwszy sezon Bernda po powrocie do Bundesligi był na tyle dobry, że kibice zaczęli się domagać od Bertiego Vogtsa powołania dla Schustera na Mundial do USA. Ten nie przychylił się do ich prośby. A i sam 35letni już pomocnik nie był tym zainteresowany. W Leverkusen spędził jeszcze dwa sezony, bez znaczących sukcesów.

Latem roku 1996 amerykański klub z Kalifornii, San José Clash, zaprosił Schustera na ich tournee w Chinach. Zespół ten chciał ściągnąć Niemca już rok wcześniej, teraz natomiast Amerykanie pragnęli przekonać go do ich zespołu zanim podpisze kontrakt z kimś innym. W przeciągu dwóch tygodni pobytu w Azji, Bernd rozegrał 3 spotkania. Clash potrzebowało również bramkarza, więc Schuster polecił swojego kolegę z Atletico – Abela Resino. Jako ciekawostkę dodam, że ów golkiper w roku 1991 znalazł się w Księdze Rekordów Guinessa, po tym jak nie puścił bramki przez przeszło 1000 minut. W końcu jednak obaj opuścili drużynę, mimo że w sparingach wypadli dobrze. Zaskoczeniem na pewno był fakt ogłoszony przez San José Clash głoszący, jakoby zespół ten nigdy nie był zainteresowany sprowadzeniem Bernda. Po powrocie do Niemiec Bernd miał ofertę z holenderskiego Vitesse Arnhem, jednak nic z tego nie wyszło. Jednakże jeszcze nie zakończył kariery. Czekał na niego jeszcze jeden klub.

Przez najbliższy rok Bernd myślał nad swoją przyszłością, aż w końcu postanowił pograć jeszcze trochę. W grudniu 1996 pojechał do Meksyku, gdzie miał grać w zespole UNAM Pumas. Mimo już 37 lat na karku, Bernd wierzył, że ciągle potrafi grać w piłkę, co więcej, robić to lepiej niż większość pomocników. Poza tym nie chciał jeszcze kończyć z czymś, co robił odkąd był dzieckiem. Jakie byłoby życie bez codziennego grania i trenowania? Bernd uważał, że bardzo trudno byłoby dać sobie spokój z grą, wiedząc, że ciągle może dać coś z siebie na boisku, a i znajdą się kluby zainteresowane ściągnięciem piłkarza jego pokroju. Nie był już tak szybki jak kiedyś, ale nadal umiał myśleć na boisku jak nikt inny. „Klasa wciąż pozostała” – mówił w pierwszym wywiadzie dla prasy meksykańskiej – „Nigdy nie myślę o swoim wieku. Jedyną ważną rzeczą jest to, że kocham futbol i nadal mogę zrobić wiele dobrego dla UNAM, dlatego tu jestem.” Gdy dziennikarz spytał go o płacę, Bernd odparł: „Pieniądze nie są najważniejsze, jestem tu aby grać, kocham grać.”

Blond Anioł opuścił swą rodzinę mieszkającą w Europie, by ostatni raz zagrać w piłkę. Bardzo tego chciał i uważał, że może zakończyć swą karierę z MLS, jeśli powiedzie mu się w Meksyku. Trener Lucho Flores, który był rok młodszy od Bernda, mówił, że cieszy się, iż taki klasowy piłkarz będzie grał w jego klubie, jednak stwierdził, że to w końcu tylko czlowiek i jak każdy będzie musiał dostosować się do meksykańskiego stylu gry. A drużyna Pumas była młodym zespołem – większość graczy nie ukończyła jeszcze 23 lat. Także i teraz klub ten uważa się za autentyczną „fabrykę piłkarzy.” Fani klubu nie byli zbytnio zadowoleni ze ściągnięcia aż 5 obcokrajowców w ciągu jednego roku, ale Schuster był w końcu gwiazdą klasy światowej. W sumie w Meksyku nie pograł długo. Już w roku 1997 zakończył piłkarską karierę i postanowił zająć się czym innym.

Jeszcze za czasów gry w Atletico Madryt Bernd Schuster postanowił w przyszłości zostać trenerem, gdyż uważał za niewykonalne przebywać z dala od stadionu, od zapachu murawy i codziennych treningów. Poza tym mógłby w końcu wygrać Puchary, które przegrał jako piłkarz. Kształcić na trenera zaczął się po powrocie do Niemiec, do Leverkusen. W czasie pobytu w Meksyku przerwał studia trenerskie, jednak w maju 1997 rozpoczął swój ostatni semestr w Wyższej Szkole Sportowej w Kolonii. Latem tego roku prezes Fortuny Koeln, Jean Loering, doszedł do wniosku, że Blond Anioł będzie idealnym trenerem dla jego zespołu z powodu charakteru zwycięzcy. Loering pragnął również umożliwić tej legendzie niemieckiego piłkarstwa dobry start w karierze trenerskiej. W listopadzie roku 1997 Schuster dostał licencję trenerską, lecz szkoleniowcem Fortuny już wtedy był.

Bernd radził sobie na ławce trenerskiej na tyle dobrze, że w tym mniej znanym klubie z Kolonii spędził zaledwie sezon, by wylądować w tym bardziej znanym – FC Koeln, który właśnie spadł z 1.Bundesligi. Jednak nawet tak utalentowany szkoleniowiec, jakim był Bernd Schuster nie zagwarantował powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Gdy Blond Anioł odchodził z FC Koeln, zespół terminował w środku tabeli. Powrót do 1.Bundesligi nie wchodził już w tym sezonie w grę. Mimo kilku ciekawych ofert, postanowił nie wiązać się z żadnym klubem na stałe, by liznąć trochę więcej światowej trenerki.

Zaczął od wizyt na treningach u światowej sławy szkoleniowców: w Arsenalu Arsene’a Wengera, Feyenoordzie Leo Beenhakkera, Atletico Claudio Ranieriego, FC Barcelonie Louisa Van Gaala czy nawet w przygotowującej się do EURO 2000 kadrze Hiszpanii José Antonio Camacho. „Dopiero się uczę.” – mówił – „Mam swój własny styl, jednak ciekawi mnie jak pracują trenerzy odnoszący sukcesy.”

W styczniu roku 200 zmarł jego ojciec, Dieter, jednak Bernd nie miał zamiaru skontaktować się z rodziną. Kilka tygodni później jego siostra, Claudia, napisała list otwarty do prasy krytykujący brata. Tymczasem Gabi nie chciała rozmawiać o byłej rodzinie męża.

Przed EURO 2000 w Belgii i Holandii Bernd został zaproszony na ceremonię losowania. Tam UEFA nagrodziła go jako najlepszego zawodnika EURO 1980. W tym samym czasie swoje nagrody odbierali inni wielcy futbolu: Beckenbauer, Suarez, Panenka, Platini...

Bernd znalazł pracę w telewizji niemieckiej na czas EURO 2000. W tym samym czasie łączono go z kilkoma klubami hiszpańskimi, takimi jak Mallorca, Racing Ferrol czy Zaragoza, jednakże on wolał Niemcy.

W wyborach na prezesa Barcelony Schuster wsparł Joana Gasparta. „On jest właściwym człowiekiem na to stanowisko. Jest w klubie od 20 lat i wie, jak to działa.” – mówił na różnego rodzaju spotkaniach z fanami. Dwa miesiące później został klubowym scoutem, wyspecjalizowanym w niemieckim rynku piłkarskim.

Pojawiał się również w hiszpańskich wiadomościach. Zwykł wspierać, bądź krytykować piłkarzy. Mówił na przykład: „Owermars może być wielkim piłkarzem, potrzebuje tylko więcej pewności siebie.” Po wypowiedzi Valdano krytykującej Barcelonę rzekł: „Valdano jest na właściwym miejscu, generalnego managera Realu Madryt. On uwielbia gadać, często od rzeczy – to zwykła papla.”

W listopadzie na Camp Nou miał powrócić noszący strój Realu Madryt były piłkarz Azulgrany, Portugalczyk Luis Figo. Nie mogło to się obejść bez stosownego komentarza Bernda Schustera: „W następny weekend będziemy świadkami dwóch spotkań, najpierw Barcelona – Real Madryt, potem Cules – Figo.” – mówił – „Pamiętam dzień, kiedy sam powróciłem na ten stadion w stroju Królewskich. Bardzo trudno było mi grać. Nie mogłem się odpowiednio skoncentrować na samej grze.”

Gdy Barcelonę dotknął kryzys, zwolniono trenera Serra Ferrera. Jego następcą został Charly Rexach. Dlaczego nie Bernd Schuster? Otóż dlatego, że zdaniem zarządu klubu, Niemiec był jeszcze zbyt młody na powierzenie mu tak zasłużonego klubu.

W końcowej fazie sezonu 2000/01 Bernd siedział w domu, czekając na odpowiednią ofertę z klubu, chętnego na zatrudnienie go. W międzyczasie dotknęła go poruszająca wiadomość, która wstrząsnęła zresztą całą Katalonią. Otóż po jednym z meczów Ligi Mistrzów w wypadku samochodowym zginął były piłkarz Azulgrany – Urruti.

W czerwcu 2001 roku Bernd Schuster został trenerem hiszpańskiego Xerez CD. Jednak nie zrobił tam furory. Dwa lata później zaczął trenować ukraiński klub Szachtar Donieck. Z zespołem tym zdobył Wicemiistrzostwo Ukrainy, zaledwie 3 punktami przegrywając z Dynamem Kijów. Następny sezon to znów Hiszpania. Tym razem Levante. Jednak 18 miejsce i spadek z Primera Division nikogo nie zadowolił. Bernd został zwolniony. W obecnym sezonie trenuje innego hiszpańskiego pierwszoligowca, Getafe. W pierwszej fazie sezonu klub ten był rewelacją rozgrywek. Po ostatniej kolejce rozgrywek Schuster i spółka zajmują 10 miejsce w tabeli – bezpieczne, lecz bez rewelacji.

Dzisiaj legenda Bernda Schustera żyje raczej już tylko w pamięci starszych i co bardziej zagorzałych fanów piłki nożnej. Jego mit nie przetrwał tak, jak na to zasługiwał. Przyczynił się do tego lekko niesforny charakter, ale również szybka rezygnacja z występów w kadrze narodowej, a co za tym idzie, brak występów w wielkich imprezach piłkarskich, stanowiących zdecydowanie największą reklamę w światowym futbolu.

W latach 1982-84, jak wszyscy wiemy, Blond Anioł występował w FC Barcelonie u boku samego Diego Maradony. Po latach pewien dziennikarz zapytał go: „Jakie to uczucie, grać u boku samego Maradony?” Schuster odparł: „To on grał u mojego boku, a nie odwrotnie.” Ten krótki cytat jest na pewno całkowitą i trafną kwintesencją błyskotliwej kariery Bernda. Kariery niesfornego geniusza.